Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2014

Jennifer L. Armentrout - Onyks


Wreszcie udało mi się przeczytać 2 część, o pierwszej pisałam tutaj. Po tym tomie podtrzymuję opinię o wyjątkowości tej historii. Ta część jest jeszcze lepsza niż poprzednia, a to nie zdarza się za często. 

Mamy tu dużą dawkę adrenaliny, szczyptę zagadki, sporą dozę niewiadomych i rozwijającą się relację Daemona i Katy. Czego więc chcieć więcej? Chemia między dwójką głównych bohaterów nadal się utrzymała, cięte riposty i potyczki słowne nadal dodają pikanterii całej fabule. Pojawili się nowi bohaterowie i ci, o których tylko wspominano wcześniej. Akcja nabiera rumieńców i komplikuje się coraz bardziej. I oczywiście kończy się w takim momencie, że nie sposób nie przeczytać kolejnej części, na którą będę czekać z utęsknieniem :) Polecam  

niedziela, 5 października 2014

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica

Dawno nie trafiłam na książkę, która by mnie tak zauroczyła. Nawet nie wiem do jakiego gatunku ją zakwalifikować: paranormal romance, New Adult, może triller w subtelnym wydaniu? Nie mam pojęcia, ale przecież nie o kwalifikację chodzi. Jest tu wszystko co kocham: tajemnica, wyjątkowa atmosfera, mroczny klimat, napięcie, wątek miłosny etc. Książka wciąga od pierwszej strony i ten stan utrzymuje się do samego końca. 

Mara jest postacią nietuzinkową, widzi zmarłych, ma zaniki pamięci, a jej historia momentami mrozi krew w żyłach. Z kolei Noah nie jest tylko zwykłym, szkolnym przystojniakiem, właściwie wyłamuje się z utartych dotąd schematów. Naprawdę trudno go nie pokochać, mnie oczarował od pierwszej chwili. 

Jest tu wiele wątków, masa zwrotów akcji i ogrom niewiadomych. Mam nadzieję, że większość z nich zostanie rozstrzygnięta w dalszych częściach i nie utknie w martwym punkcie. Dawno tak dobrze się nie bawiłam, z niecierpliwością oczekuję kolejnej części i mam nadzieję, że pojawi się szybko, bo czekanie będzie torturą. 

Nie napisałam wiele, ale w przypadku tej książki po prostu brakuje słów, ją zwyczajnie trzeba przeczytać i poczuć klimat tej historii. Ja ogromnie polecam, bo naprawdę warto. 

środa, 10 września 2014

Nora Roberts - Siły Ciemności


Ta historia ma nieco inną konwencję, w porównaniu z innymi książkami Nory Roberts. Jest to pierwszy tom trylogii. Mamy tu mocny wątek paranormalny: czarownice i magia, wydarzenia przeszłości, których następstwa oddziałują na teraźniejszość. Tak więc na początku poznajemy losy przodków głównych bohaterów, cofając się do 1263 roku. Dopiero później przenosimy się do współczesnej Irlandii. I tak poznajemy Ionę, amerykańską dziewczynę, która łaknie miłości i przynależności do jednego miejsca, w którym poczuje się właściwie. Iona jest bardzo bezpośrednia, spontaniczna, czasem narwana i zawsze mówi co myśli. Jest miłośniczką koni i naprawdę trudno jej nie lubić. Boyle z kolei jest typowym twardym mężczyzną, który nie lubi  zmian ani komplikacji w życiu. A Iona jest dla niego jedną wielką komplikacją. Fascynacja kobietą o pięknym wyglądzie i duszy jednak zwycięża. Nie będą się rozpisywać o reszcie bohaterów, bo jest ich tu sporo i każdy zasługuje na to, żeby o nim wspomnieć. Powiem tylko, że wszyscy są wielowymiarowi. 

Przez całą fabułę mamy do czynienia z wszechobecną magią, tajemnicami, niedokończonymi sprawami z przeszłości i oczywiście z miłością. Jestem bardzo ciekawa kolejnych dwóch tomów, bo na pewno sporo będzie się działo. 

wtorek, 8 lipca 2014

Cat Patrick – Zapomniane


Sięgnęłam po tę pozycję zachęcona opisem i komentarzami typu „niezwykle udany debiut” etc. tymczasem  otrzymałam mały koszmarek.
Sam pomysł jest naprawdę genialny:  pamięć przyszłości i kompletny jej brak  z wydarzeń poprzednich. Niestety na pomyśle owa genialność się kończy. Fabuła jest mocno naciągana, niewiele się tam dzieje, mimo nieudolnego wątku akcji. Wyglądało to tak, jakby pisała to 13-latka. Nawet dialogi były raczej marne.

Główna bohaterka - London w ogóle mnie nie przekonała, była wręcz mdła, a jej zachowanie czasem bywało mało logiczne, jak np. zachowanie wobec obrażonej przyjaciółki.  Pojawiały się takie absurdy jak np. chodzenie spać po 21 bo mama sprawdza, albo kontrola dotycząca późnego rozmawiania przez telefon, a przecież bohaterka jest licealistką. Takich absurdalnych przykładów mogłabym tu przytoczyć wiele. Luka polubiłam bardziej, ale też nie był jakoś bardzo realistyczny. Przylgnęła do niego łatka dziwaka, ale też nie było to oczywiste.

Generalnie mnie się nie podobało, książka nadaje się dla dziewczyn w wieku 13-15 lat a i dla tej grupy wiekowej są znacznie lepsze pozycje.

piątek, 20 czerwca 2014

Jennifer L. Armentrout - Obsydian

Ależ to była przyjemna lektura. Było tu niemal wszystko to, co lubię najbardziej w paranormalnych lekturach. Książka konwencją przypomina Zmierzch, ale tylko konwencją, niczym więcej. 

To, co jest głównym atutem tej historii to główny bohater. I już dla niego samego warto przeczytać tę pozycję :) Daemon Black, chłopak o nienaturalnie zielonych oczach, szorstki, momentami naprawdę wredny, a jednak tak magnetyzujący, że trudno się od niego oderwać. Dzieją się wokół niego niewyjaśnione rzeczy, a jego tajemnica aż się prosi, by ją odkryć :) Jeśli chodzi o główną bohaterkę - Katy, to nie sposób jej nie lubić. Jest błyskotliwa, potrafi postawić na swoim, jej odwaga potrafi zaskoczyć a cięty język rozbawić. Potyczki słowne między tą dwójką zwyczajnie mnie rozbrajały. 

Ogromny plus dla autorki za umiejętne podtrzymywanie napięcia seksualnego, przez całą książkę. Udało jej się to perfekcyjnie, a jest trudne do zrobienia, gdy historia liczy sobie 418 stron.

Wydarzenia na końcu fabuły, rozpalają chęć na przeczytanie kolejnego tomu. Z pewnością będzie się tam sporo działo. Dodatkowo na końcu książki zostały udostępnione dwa pierwsze rozdziały drugiej części i dodatek z wybranymi scenami, na które możemy spojrzeć oczami Daemona - za co kolejny plus. 

Oczywiście polecam tę historię miłośnikom paranormalnych historii, myślę, że warto. Już chyba sama okładka zachęca do przeczytania :)  

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Tahereh Mafi - Dar Julii


To już koniec niezwykłej serii o Julii. I choć zwykle nie przepadam za urban fantasy (wolę „zwykłe” fantasy), to ta wyjątkowo przypadła mi do gustu. Ostatnia część była zdecydowanie najlepsza ze wszystkich. I z pewnością na długo utkwi mi w pamięci. 

Uwielbiam sposób pisania Tahereh Mafi, mamy tu wszystko: wartką akcję, cały wachlarz emocji oraz wielowymiarowych bohaterów. Rzadko się zdarza, że moje preferencje ulubionych postaci zmieniają się w trakcie, a tak było tym razem. 

W tej części Julia stała się prawdziwą kobietą w spodniach, po biednej, złamanej Julii nie został nawet ślad. To bardzo, bardzo pozytywna przemiana, aż miło się o tym czytało. Odnalazła prawdziwą siebie, wiedziała czego chce i potrafiła o to walczyć. Oczywiście przy pomocy przyjaciół.

W tej części w zupełnie innym świetle widzimy też Adama i Warnera. I w moich oczach ten pierwszy bardzo dużo traci, natomiast ten drugi zauroczył mnie kompletnie. Jakkolwiek trudno byłoby mi to przewidzieć w poprzednich częściach. 


Autorka wyjaśniła wszystkie wątki i tajemnice, co jest dodatkowym plusem tej historii. Nie sposób się od niej oderwać, nie przeczytawszy do końca. Polecam. 

piątek, 2 maja 2014

Marie Lucas - Między teraz a wiecznością


To druga książka z serii Poza Czasem, którą przeczytałam... choć jest ich więcej. Niestety mam pewien niedosyt, właściwie całkiem spory. Dlaczego? Oto jest pytanie... Całość była wciągająca, jednak koniec był sporym rozczarowaniem. Jakoś ten wątek paranormalny był mało zaskakujący i nie do końca wiarygodny, w dodatku mało złożony. Trochę jakby niedopracowany. Wątek śmierci ojca Julii niedokończony, sprawa spadku tylko wspomniana w epilogu, a przecież przez całą fabułę była o tym mowa. Szkoda, bo można było z tego zrobić całkiem niezłą historię. Główni bohaterowie których było trzech: Feliks, Julia i Niki. I właściwie mieliśmy do czynienia z trójkątem miłosnym bo Julia kochała obu. Tu jednak pojawiała się pewna niespójność, bo na początku była zakochana tylko w Nikim potem nagle w obu, a w miarę rozwoju akcji była irytująco niezdecydowana. Relacja Nikiego i Feliksa niby była jasno określona, ale momentami też się nieco rozjeżdżała.

Całość czytało się lekko, ale polecam tę pozycję mniej wymagającym czytelnikom i raczej nieco młodszym, bo starszym raczej nie przypadnie do gustu. 


Mówi się: nie sądź książki po okładce, ale ta jest przepiękna i tajemnicza, szkoda tylko, że treść jej nie odzwierciedla.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Nalini Singh - Legion Archanioła


Wreszcie udało mi się przeczytać tę część i jestem przeszczęśliwa. Nie tylko dlatego, że kocham Nalini miłością bezgraniczną, ale też dlatego, iż Legion Archanioła znowu opowiada o Elenie i Rafaelu, którzy skradli moje serce już w pierwszej części. 

Jakże cudownie było ponownie zderzyć się z szorstkością Rafaela i całą jego archanielskością, oglądać kwitnącą więź miedzy nim i jego małżonką. Siła ich miłości i wsparcie, które sobie dają w trudnych chwilach, nieodmiennie wprawia mnie w zachwyt. Dobrze było oglądać Elenę wypełniającą coraz to więcej obowiązków małżonki i sympatię którą wzbudzała nawet wśród tych, którzy niekoniecznie chcieli ją nią obdarzyć. Ewolucja Rafaela jest naprawdę intrygująca, podobnie jak jego legion, ale nie mam zamiaru niczego zdradzać z treści. 

Za każdym razem sięgając po Łowców Gildii zakochuję się w tej historii od nowa, tak było i tym razem, choć chyba z większą siłą :) Gorąco polecam, bo ja jeszcze wiele wrócę do tej historii.  

środa, 9 kwietnia 2014

Lisa Kleypas – Jezioro marzeń



„Jezioro marzeń” to całkiem przyjemna lektura. Ma trochę więcej głębi niż przeciętny romans, bo  porusza życiowe tematy, które z założenia są trudne. Pojawia się też mały wątek paranormalny jako, że główny bohater widzi i rozmawia z duchem. Choć takie połączenie mogłoby się wydawać nieco dziwne, to jednak tu pasuje to idealnie i pod koniec łączy się w piękną, międzypokoleniową całość.
Zoe rozwódka, którą mąż porzucił dla innego mężczyzny, a wcześniej matka i ojciec ma tylko babcię. Babcię, którą bardzo kocha, i którą musi się zaopiekować w obliczu choroby. Zoe jest niezwykle ciepłą i empatyczną osóbką radzi sobie z demencją babci, mimo trudności. Z kolei Alex jest wyjątkowo zgorzkniałym, mrukliwym alkoholikiem, który sam skazuje się na marną egzystencję. Nie widzi dla siebie przyszłości, postrzega siebie jako zimnego, pozbawionego skrupułów drania. Ta dwójka jest tak różna od siebie, że idealnie pasują. Zoe swoją dobrocią stopniowo burzy mury Alexa i choć on się temu opiera, nie ma szans. Zanim jednak to sobie uświadomi musi dojść do wieku różnych wydarzeń.   
Warto przeczytać tę pozycję. Może nie do końca jest lekka, ale nie przytłacza, czyta się szybko i z dużą dozą przyjemności. Historia ducha dodaje tylko smaczku całej historii. Polecam :)

wtorek, 14 stycznia 2014

Aleksandra Monir - Timekeeper


„You’ve got a new life now,
You’re free from old ties.
I can’t undertad how,
Was all I knew a lie?
We could live all we ever dreamed
If you’d just remember you love me
Cause I...
I remember
The way you uesed to hold me.
I remember
The trill we used to share.
We seem to be
Strangers passing by now.
Tell me, did you forget how

We once cares?”

Jakże wielka jest moja radość po przeczytaniu drugiej części „Poza czasem”. Wbrew moim obawom nie poczułam się rozczarowana. Wręcz przeciwnie, jestem jeszcze bardziej oczarowana. Po tej części ta historia podoba mi się jeszcze bardziej. Jest głębsza, bardziej kompletna. 

Choć nigdy nie przepadałam za rozdzielaniem głównych bohaterów, to tutaj bardzo mi się podobał ten zabieg. Może dlatego, że nie było to rozdzielenie w stricte tego słowa znaczeniu. 

W tej części czytelnik poznaje bardziej dziadków Michele oraz historię miłości Marion i Henry’ego Irvinga, która jest niemal tak samo niezwykła jak historia głównych bohaterów. Mamy też okazję poznać podróże w czasie z punktu widzenia Henry’ego - za sprawą jego dziennika. Opis lat 90-tych widzianych jego oczami autorka zdała na 6... Trudno opisać coś, co dla nas jest codziennością (mam na myśli gadżety codziennego użytku), jako przedmioty absolutnie niezwykłe. Autorka uniknęła przy tym przesady, o którą łatwo przy tego typu zabiegach. Oczywiście wątek związany z Rebeccą wprowadza dodatkowo dreszczyk emocji. 

Fabuła przeplatana jest informacjami z podręcznika The Handbook of the Time Society, który wzbogaca treść i dostarcza czytelnikowi wskazówek odnośnie tego kim tak naprawdę jest Michele.

Ogólnie obie części bardzo mi się podobały. Mam słabość do tego typu książek. Obie  moim zdaniem zostały napisane bardzo lekko i  czyta się je jednym tchem. Naprawdę trudno było mi się od nich oderwać. Gorąco polecam. Ja sama z pewnością wrócę do tej historii jeszcze nie raz.

……………..

"I wish I could tell you everything, but I’m afraid you’ll think I’m crazy—even crazier than you probably think I already am,” she said with a shaky smile. “We have so much to talk about, but first, you just need to remember.” “Help me, then.” Philip moved a step closer to her, and Michele felt a delicious shiver run up her spine at the feel of his breath on her cheek. Summoning her courage, Michele took his hand, lacing her fingers with his. “Does this … feel familiar?” Philip held his breath. He closed his eyes, and for a minute the two of them seemed to have forgotten where they were. “Michele,” he whispered, as if in a trance. “I don’t know why I feel like this.” She found that she could barely move or think as Philip gently leaned his forehead against hers, his body so close that she could hear his accelerated heartbeat. With trembling hands, she reached up and placed her palm against his, their fingers interlacing again. Gazing at each other, a look of mutual understanding seemed to pass through them, when suddenly the grand lobby clock struck—and Michele felt their two bodies begin to rise. Philipe drew a sharp breth, clasping her hand tighter and looking down in disbelief as their feet were lifted off the floor by an invisible hand. " What's heppening?"

piątek, 10 stycznia 2014

Alexandra Monir – Poza czasem

PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NIE ZNA GRANIC, CZASU I PRZESTRZENI…



„Nie umiem żyć zwyczajnie,
Muszę gonić czas.
Pochłonął mnie nieodwracalnie
Twoich oczu blask.
Zabierz mnie tam, gdzie przyjaciel czas
Nigdy już nie rozdzieli nas.
Zabierz mnie na szalony bal,

Ściśnij dłoń - odfruniemy w dal.”

Jedno jest pewne, na pewno zapamiętam tę książkę na bardzo długo. Kiedy o niej myślę na usta ciśnie mi się słowo „urocza” i „piękna”. Czytałam już wiele historii, w których pojawiał się wątek podróży w czasie, ale ta jest po prostu niesamowita. Z pewnością przyczynia się do tego styl autorki, który bardzo mi odpowiada. Monir pisze lekko i z ogromnym wyczuciem.
Autorka zabiera nas w niesamowitą podróż m. in. po Nowym Yorku z 1910 roku, w epokę jazzu i szalonych lat dwudziestych i wreszcie do Ameryki w okresie II wojny światowej. Wszystko to przeplata się z rokiem 2010. Mogłoby się wydawać, że taka podróż może być nużąca, ale nic bardziej mylnego. Opisy są bardzo wyważone, a przedstawiane wydarzenia niesamowicie wciągające. Po prostu nie sposób oderwać się od tej książki. I choć historia sama w sobie jest nieprawdziwa, to jednak miejsca opisane w książce, są jak najbardziej rzeczywiste. Możemy np. spotkać Luisa Armstronga, odwiedzić Harlem etc. Poznajemy też ówczesną socjetę, przeplata się nawet słynna Lista Czterystu. 
Główni bohaterowie to również ogromny plus tej historii, wszak to przecież romans. Romans inny niż wszystkie. Trudno mi go opisać, bo to pewna doza niewinności, romantyzmu i wyrafinowania. Dla mnie niezwykle urzekający, choć nie powiedziałabym, że szczęśliwy. W fabule bardzo ważna jest muzyka, pięknie wplatane melodie i teksty piosenek (Autorka jest też kompozytorem i solistką). Philip Walker to postać, o której tak naprawdę niewiele wiemy, a nie miałam poczucia, że jest płaski i pozbawiony osobowości. Wręcz przeciwnie, pokochałam go bezgranicznie od samego początku i z każdym kolejnym jego pojawieniem się w książce, moja miłość tylko rosła. Z kolei Michele Windsor to dziewczyna, której życie diametralnie się zmienia. Odkrywa, że może czerpać radość z życia. Właściwie emocjonalnie dojrzewa dzięki swoim podróżom w czasie. Miłość ich obojga jest naprawdę piękna, choć trudna. 
Mimo, że Poza czasem to romans autorka nie skupia się tylko i wyłącznie na nim. Michele poznaje swoich przodków, głównie płci żeńskiej. Wszystkie one są wyraźnie nakreślone, choć autorka nie miała zbyt wiele miejsca na zaakcentowanie ich osobowości. Właściwie w pewnym sensie ta historia jest też swoistym hołdem dla kobiet, które  żyły w tamtych czasach. 
„Nagle poczuła się dumna, że należy do rodziny Windsorów. Kobiety Windsorów musiały mierzyć się z bólem i rozpaczą, zawsze jednak trzymały głowy wysoko, szły do przodu i nigdy nie traciły nadziei. Były najsilniejszymi, najbardziej inspirującymi kobietami, jakie kiedykolwiek poznała. Ich zachowanie poruszyło ją i czuła się teraz zmotywowana, by pójść za ich przykładem.”
Nie mam pojęcia dlaczego ta historia aż tak bardzo mnie urzekła, pewnie złożyło się na to wiele czynników, ale jestem oczarowana. I dobrze mi z tym :) Wiem, że jest druga część tej historii, niestety jeszcze nie w naszym rodzimym języku, pewnie jak znajdę chwilę zajrzę do angielskiej wersji. Mam tylko nadzieję, że kolejna część nie przyniesie ze sobą rozczarowania i nie będzie sztucznie przedłużana, jak to często bywa. Jestem jednak dobrej myśli i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Tę część jednak zdecydowanie polecam.

Melodia, która pojawia się w książce Franz Schubert - Serenade

piątek, 6 grudnia 2013

Lauren Kate - Łza


„Never ever cry”

Tym razem miałam dwa powody żeby sięgnąć po tę książkę. Pierwszy to autorka, której nie trzeba przedstawiać miłośnikom literatury paranormalnej. Drugi, to sam opis, który zwiastował niesamowicie intrygującą historię. 

Bardzo ciekawy, unikatowy  pomysł na fabułę. Starożytne legendy autorka połączyła z elementami całkowicie fantastycznymi. Atlantyda? Dlaczego nie? :) Sam motyw łez wzbudzał moją ogromną ciekawość... „Nigdy, przenigdy nie płacz”. Już samo to zdanie pobudza wyobraźnię.  

Akcja toczy się dość leniwie... nie chcę powiedzieć, że wiało nudą, bo to nie byłaby prawda, jednak gdyby fabuła była nieco bardziej żwawa, pewnie trudno byłoby się oderwać. Oczywiście leniwość akcji ubarwiały opisy, które nie zostały potraktowane po macoszemu. 

Jeśli chodzi o samych bohaterów... Mam nieco mieszane odczucia. Eureka, nastolatka, która naprawdę wiele przeszła i nadal przechodzi - jest pogrążona w depresji, ma za sobą próbę samobójczą etc. I przyznam szczerze, że tu miałam z nią problem, bo jej zachowanie nie do końca mi pasowało do powyższych kategorii. Wyglądało to trochę tak, jakby autorka nie do końca potrafiła zdecydować, jaka właściwie ma być postać Eureki. Brook z kolei był dużo bardziej jednoznaczny. Wyraźnie można było zobaczyć zmiany, jakie w nim zachodziły. Ander - jak na głównego bohatera było go bardzo mało. Niby przewijał się przez całą fabułę, ale jakoś tak umykał, a szkoda, bo bardzo go polubiłam. Zwłaszcza po scenie ze złapaniem łzy. Niby nic takiego, a było rozczulające. 


Właściwie prawdziwa akcja zaczyna się gdzieś pod koniec książki, co tym bardziej rozbudza ciekawość kolejnych części, po które z pewnością sięgnę. Ta historia ma ogromny potencjał. Mam nadzieje, że autorka tak poprowadzi akcję, że dorówna serii o Upadłych. 

czwartek, 28 listopada 2013

Sylvia Day - Rozkosze Nocy


Autorki chyba nikomu nie trzeba tu przedstawiać, pisałam o niej już kilkakrotnie. Rozkosze Nocy to pierwszy tom serii o strażnikach snów. Jest to romans paranormalny z rozwiniętym wątkiem erotycznym. Pierwsze co uderzyło mnie niemal od razu to nazwisko Cross. Brzmi znajomo? Kompletnie nie potrafię zrozumieć tego faktu, no chyba że ma posłużyć jako chwyt marketingowy, co jest dość ryzykownym zabiegiem, bo może przynieść odwrotny skutek. Dobrze, że chociaż imię jest zmienione. 

Ogólnie bardzo podoba mi się koncepcja tej książki, nawet jeśli nieco przypomina Sherrilyn Kenyon. Mam wrażenie, że pierwszy tom to dopiero wstęp do całej reszty. Postać Aidana to w moim odczuciu wyraz tęsknoty za mężczyzną idealnym. Chyba nie istnieje kobieta, która nie chciałaby mężczyzny odważnego, czułego, zabawnego, szczerego, przystojnego etc. Aidan uosabia wszystkie te cechy i jeszcze więcej... Doprawdy trudno go nie polubić. Moje serce skradł od razu :) Lyssa z kolei urocza pani weterynarz jest niezwykle ciepłą i sympatyczną osobą, choć twardą jeśli trzeba. Uczucie, które ich połączyło opiera się na czymś więcej, niż samo tylko erotyczne uniesienie. Dało się w tym wyczuć pewną desperację i głębię. 

Choć bohaterowie są jasno nakreśleni i wyraziści, to zabrakło mi trochę opisów świata Aidana. W moim odczuciu autorka za bardzo skupiła się na wątku erotycznym, całą resztę traktując nieco pobieżnie. Szkoda, bo to mogło być naprawdę coś fantastycznego. Mam nadzieję, że w kolejnej części zostanie zachowana większa równowaga. 


Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń. Z pewnością przeczytam więc kolejną część. Nie wiem natomiast czy polecam tę pozycję, bo jestem pewna, że nie każdemu przypadnie do gustu. 

czwartek, 21 listopada 2013

Abigail Anna Gibbs - Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem


Na tę książkę trafiłam przypadkiem - empik wysłał mi jak zwykle informację o nowościach. I cóż... mam mieszane uczucia. Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam książki z gatunku fantasy i tę przeczytałam z przyjemnością, a mimo to nie wiem, co o niej sądzić. 

Ogromny plus dla autorki, za ukazanie wampirów od tej mrocznej strony, bez upiększeń i ozdobników. Sama fabuła też była naprawdę wyjątkowa i dość unikatowa. Książka wciąga od samego początku, pochłaniałam więc strony w sporym tempie. I to chyba tyle, jeśli chodzi o plusy. Oczywiście z mojego punktu widzenia. Autorka chyba nie udźwignęła fabuły. Śmiem twierdzić, że gdyby ta sama historia została napisana przez kogoś innego, byłaby naprawdę genialna. Być może to ja niezbyt uważnie czytałam, ale, momentami wiele rzeczy i zachowań postaci było niejasnych i nieco wymuszonych. Sami bohaterowie byli niespójni. Czasem miałam wręcz wrażenie, że stawali się zupełnie innymi postaciami niż na początku. Niby byli wyraźnie zarysowani, ale po bliższym przyjrzeniu stawali się płascy. Brakowało mi w nich dozy skomplikowania, bardziej wnikliwych przemyśleń i cech charakteru typowych dla danej postaci. Violet nieustannie się czerwieniła, raz rzucała słownictwem typowym dla nastolatki, innym razem miałam wrażenie, że pochodzi z innej epoki. Na początku nienawidzi wampirów, potem jest nimi zafascynowana, potem znowu czuje obrzydzenie etc... ta huśtawka trwa właściwie przez całą fabułę. Tempo podejmowanych przez nią decyzji było zastraszające przy tych jej wątpliwości, które właściwie nie ewoluowały w żaden sposób. Uczucie Kaspara też nie wiadomo kiedy się pojawiło. Niby był zły potem jakoś nie do końca, potem znowu przypominał czarny charakter. Jednym słowem chaos. Ogólnie miałam wrażenie, że zostało to napisane przez początkującą osobę, tudzież nastolatkę i w tym ostatnim akurat miałam rację.  

Ogromnym plusem fabuły byłby wątek polityczny, gdy nie niedopracowanie i pewna mętność niektórych faktów. Zachowania bohaterów związane z owym wątkiem też nie do końca były jasne. 


Podsumowując książka jest całkiem ok, jeśli ktoś nie jest zbyt wymagającym czytelnikiem. Ja niestety przeczytałam zbyt wiele książek, żeby w pełni satysfakcjonowała mnie ta pozycja. Myślę jednak, że zważywszy na młody wiek autorki, można jej wiele rzeczy wybaczyć. Mimo moich zastrzeżeń polecam tę pozycję.   

wtorek, 12 listopada 2013

Alpine, Alpine II by Nanik


Alpine to jedna z  tych historii, które głęboko i na bardzo długo zapadają w pamięć. Jedna z tych, do których wraca się wielokrotnie. Jedna z tych, po których ciężko znaleźć coś równie dobrego. Ktoś całkiem niedawno tu na blogu zarzucił mi, że czepiam się właściwie wszystkiego. Cóż... mam do tego prawo, bo trudno się nie czepiać banałów, kiedy czyta się coś tak dobrego, jak właśnie Alpine. To historia, którą czyta się z wypiekami na twarzy, z niecierpliwością przewraca kolejne strony, w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Historia, która nieodwracalnie zabiera czytelnika w świat wykreowany przez autorkę. O czym więc jest Alpine?

Do ponurego, deszczowego miasteczka, tuż po śmierci swoich rodziców trafia Callie. Dziewczyna bardzo szybko przekonuje się, że Alpine nie jest zwykłym miasteczkiem. Ponura atmosfera tego miejsca, mrok i cienie czające się w każdym kącie oraz dziwni mieszkańcy sprawiają, że Callie odczuwa coraz większy niepokój. Co gorsza okazuje się, że dziewczyna nie znalazła się w tym miejscu przypadkiem. Splot wydarzeń oraz strzępy informacji sprawiają, że Callie nie wie kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Jaką przyjdzie odegrać jej rolę w Alpine? Czy uda jej się uciec przed przeznaczeniem? Tego i wielu innych rzeczy można dowiedzieć się tylko w jeden sposób... czytając.

Czytając tę historię czytelnik zderzy się z wieloma emocjami, najczęściej trudnymi. Bo mrok czai się na każdym kroku. Trudne decyzje muszą zostać podjęte. Niewiedza powoduje dezorientację. Każda próba oporu zostaje ukarana. Przyjaciele mogą okazać się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi. 

Historia Alpine pokazuje do czego może być zdolny człowiek. Człowiek zaślepiony własną wizją i poczuciem wyższości. Pokazuje czego może dokonać chciwość, brak zahamowań i absolutna bezwzględność. Pokazuje też, że trzeba walczyć, nawet jeśli sytuacja wydaje się beznadziejna. Pokazuje, że człowiek w grupie jest  w stanie osiągnąć o wiele więcej. Pokazuje też, że człowiek jest w stanie znieść naprawdę bardzo wiele. I wreszcie historia Alpine daje również nadzieję i to pod wieloma względami. Choć odbiorca tej historii wielokrotnie miał prawo wątpić w człowieka, to jednak w ostatecznym rozrachunku czytelnik otrzymuje nadzieję i wiarę w ludzką istotę.

Alpine to historia wyjątkowa pod każdym względem. Alpine to wielowymiarowi bohaterowie i nietuzinkowa fabuła. Alpine to emocje, zarówno postaci, jak i czytelnika. Alpine to historia, w której nic nie dzieje się przypadkiem. I wreszcie Alpine to historia, do której z pewnością wrócę jeszcze wielokrotnie. 


Opowiadanie jest dostępne tutaj, po uprzedniej prośbie autorki o hasło. Gorąco polecam.

środa, 11 września 2013

Kiersten White - Paranormalność



Hmm... właściwie nie wiem co napisać o tej książce. Sięgnęłam po nią, bo miała wiele pozytywnych opinii i wiele ochów i achów przeczytałam na jej temat. Z mojej strony nie ma szczególnego zachwytu. Nie mówię, że to zła książka, bo absolutnie się przy niej nie nudziłam, ale... chyba czegoś mi brakowało i niestety nie potrafię określić czego.

Główna bohaterka Evie to zwykła nastolatka, która, o zgrozo, uwielbia róż. Od razu więc kojarzyła mi się stereotypowo z plastikową laleczką. Oczywiście wcale taka nie była, choć wszelkie cechy nastolatki oczywiście posiadała. Lend natomiast był nieco bardziej wyważony, ale dzięki temu uzupełniali się wzajemnie. 

Evie pracuje w międzynarodowej paranormalnej agencji, która kontroluje istoty paranormalne. Mamy więc do czynienia z całą rzeszą istot: wampiry, wilkołaki, wiedźmy, elfy, trolle, rusałki, nimfy etc. Ogólnie nie cierpię tego rodzaju przeładowania, tutaj nie przeszkadzało mi to wcale, pasowało do fabuły i nie czułam się przytłoczona tym ogromem paranormalności. 

Paranormalność to pierwsza część trylogii, ale co nie co tajemnic zostaje wyjaśnione, nie ma więc uczucia kompletnej niewiedzy. Akcja toczy się dość wartko, więc książka się nie nudzi. Możliwe, że sięgnę po kolejną część, aczkolwiek bez szczególnego entuzjazmu. To, co nieco mnie zirytowało, to niemal już tradycyjne, natychmiastowe zakochanie się bohaterów. Pogawędki, tralala i strzał amora, nagle Evie uświadamia sobie, że jest zakochana. Ale... wiem, że teraz akurat się czepiam. W końcu do pozycja dla nastolatków, można więc to wybaczyć autorce. 

Myślę, że nastolatkom, które lubią wątki nie z tego świata, historia przypadnie do gustu, starszym jednak nie polecam tej lektury :)

wtorek, 3 września 2013

Cassandra Clare - Dary Anioła: Miasto kości



No i stało się... Tyle szumu powstało wokół ekranizacji tej powieści, że w końcu sięgnęłam po książkę i przeczytałam pierwszą część. Długo się przed tym wzbraniałam, gdyż wcześniej miałam w rękach Mechanicznego Anioła i nie podobał mi się jakoś szczególnie. Ale... zwracam honor autorce, bo Miasto Kości jest całkiem całkiem. 

Bardzo dobrze nakreślona fabuła, wyraziści bohaterowie i świetnie wykreowany, paranormalny świat, który przenika się z tym ludzkim. Bardzo podoba mi się cała koncepcja autorki i dość spora doza nieprzewidywalności w trakcie czytania. Jest kilka zwrotów akcji i wszystkie dzieje się naprawdę bardzo szybko. Nie sposób więc się znudzić. 

Clary jest artystyczną duszą, ale nie szarą myszką. Ma odwagę, dąży do prawdy i mówiąc kolokwialnie ma jaja, mimo młodego wieku. Jace z kolei jest nieco oschły i trudny w obyciu, ale to maska, pod którą kryje się miękkie serce i poraniona dusza. Polubiłam go od razu i o ile pochodzenie Clary było dla mnie jasne bardzo szybko, o tyle pochodzenie Jace’a nieco mnie zaskoczyło i chyba niezbyt pozytywnie, bo widziałam w tej dwójce niezłą parę z gatunku tych romantycznych. Isabelle i Alec choć równie wyraziści momentami mnie irytowali. Alec był zwyczajnie wredny, co akurat było zrozumiałe, natomiast nie bardzo wiem co sądzić o Isabelle, czegoś mi w niej brakowało. Simona też nie sposób nie polubić, przypomina mi misiowatego, czasem dumnego przyjaciela z sąsiedztwa, aczkolwiek nie widzę go jako pary dla Clary. To, co jest dużym atutem tej książki to postać Valentine’a. Choć to czarny charakter, nie jest jednoznaczny, ma wiele odcieni i jest skomplikowany. Potrafi hipnotyzować czytelnika i wzbudzać emocje.

Ogólnie książka jest napisana dość prostym językiem i wydaje mi się, że trafia do większości czytelników. Pewnie za jakiś czas sięgnę po drugą część, na razie jednak mam ciekawsze pozycje na oku, a przynajmniej tak mi się wydaje :) 

piątek, 30 sierpnia 2013

Patricia Schroder - Morza Szept



Tak naprawdę do sięgnięcia po tę książkę skłonił mnie opis i piękna okładka (jakkolwiek źle to brzmi). Morza Szept to pierwsza część morskiej trylogii. Prawdę powiedziawszy ta książka to zaledwie wstęp do kolejnych części, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dlaczego? Bo czytelnik niczego tak naprawdę się nie dowiaduje, poza faktem, że Gordy i kilku innych bohaterów jest  niksami delfinimi - czymś w rodzaju syreny, która potrafi zmienić się w ludzką postać. I właściwie tyle, jeśli chodzi o naszą wiedzę na temat tych istot i ich świata. Ale... książka jest napisana tak, że mimo tej znikomej liczby informacji, można przypuszczać, że w dalszych częściach będzie naprawdę ciekawie. Autorka tak kieruje akcją, iż kusi wyjaśnieniem wielu zagadek w dalszych częściach. 

Akcja powieści toczy się na małej wyspie. Elodie przyjeżdża tam do ciotecznej babci Grace, po śmierci swojego taty. Elodie panicznie wręcz boi się wody, która powoduje u niej mrowienie w kostkach, a czasem i w innych partiach ciała. Niestety w tej części nie dowiemy się dlaczego dokładnie tak się dzieje. Sama bohaterka daje się lubić od samego początku, mimo iż nie wyróżnia się niczym szczególnym, przynajmniej z pozoru. Czytając miałam wrażenie, że cioteczna babcia Elodie wie dużo więcej o wydarzeniach na wyspie, niż pokazuje. Ciekawą postacią jest również Cyril, o którym niewiele wiadomo, choć przewija się przez całą powieść. Duży plus dla autorki za to, że pozytywnie ukazała postać Ashtona, borykającego się z zespołem Tourette’a. 

Wiem, że ukazała się już druga część tej serii, niestety autorka jest niemieckojęzyczna, więc nie jestem w stanie tego przeczytać. Pozostaje mi więc cierpliwie czekać na polskie wydanie.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Tahereh Mafi - Sekret Julii



Sekret Julii jest kontynuacją Dotyku Julii - tak dla przypomnienia. Na początku wspomnę, że tym razem między wierszami wkradnie się spoiler, więc jeśli ktoś nie chce wiedzieć, co go czeka w drugiej części, lepiej niech nie czyta tego posta :) 

Sekret Julii rozpoczyna się w miejscu, do którego dotarła Julia z Adamem w pierwszej części. Akcja toczy się naprawdę szybko, choć i opisy przeżyć tytułowej Julii są równie bogate, jak w pierwszej części. Bohaterka nadal pozostaje bardzo skupiona na sobie i wszystkim tym, co się z nią dzieje. Momentami bywało to nieco irytujące, ale jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze doświadczenia. Julia ma problemy z adaptacją do nowej sytuacji i ludzi, w otoczeniu których przyszło jej przebywać. Sytuacji nie poprawia fakt, że bardzo rzadko widuje się z Adamem, co potęguje jej rozchwianie. I tu pojawiają się kolejne komplikacje związane z jej ukochanym, ale o nich nie będę pisać :) Momentami miałam wrażenie, że uczucie, którym Julia darzy Adama jest nieco dziecinne i niedojrzałe, ale bohaterka jest młoda, więc można jej to wybaczyć. W tej części poznajemy także bliżej Warena. Choć początkowo nie należał do moich ulubieńców, to teraz zaczęłam się do niego przekonywać. (Nie)stety wkrada nam się tu mały trójkąt miłosny, za czym osobiście nie przepadam, ale jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się dalej ten wątek. Autorka sporo namieszała i bardzo skomplikowała wątki fabuły, więc bohaterowie z pewnością nie będą mieli łatwo w kolejnej części.

Podsumowując, jestem w pełni usatysfakcjonowana Sekretem Julii i niecierpliwie oczekuję kolejnej części. 

piątek, 9 sierpnia 2013

Lauren Oliver - Delirium


Nie jestem pewna, czy powinnam publikować tego posta, bo pewnie narażę się wielu osobom, ale trudno.  Bardzo podobał mi się opis książki dramatyczna/romantyczna koncepcja autorki, gdyby tylko zostało to napisane w jakiś inny sposób… Może miałam zbyt wysokie oczekiwania i stąd moje rozczarowanie? Z ledwością skończyłam czytać tę historię i choć mam w domu drugą część, to z pewnością jej nie otworzę. Dawno tak się nie męczyłam czytając. Pierwsza połowa książki kompletnie nie zachęciła mnie do poznania dalszych losów bohaterów. Drugą połowę właściwie przekartkowałam, dla zasady. Akcja toczyła się zbyt apatycznie, jak dla mnie. Jak na powieść o uczuciach, bohaterowie byli zaskakująco płytcy w tym temacie. Gdzie ta potęga uczuć? O samym świecie, w którym przyszło żyć Lenie i Aleksowi też nie dowiedziałam się zbyt wiele. Czasem miałam wrażenie, że bohaterowie poboczni są pomijani, albo niedopracowani. Całość mnie odpycha, ale wiem, że seria ma wielu zwolenników, więc  nic więcej nie będę pisać.