Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzież. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 października 2014

Rebecca Donovan - Powód by oddychać


„Nikt nie chciał się specjalnie ze mną zadawać, więc trzymałam się z boku. Tak miało być bezpieczniej i łatwiej.”

Książkę reklamuje się jako chwytającą za serce u pełną trudnych emocji. Czy tak jest w istocie? Na pewno jest tu wiele trudnych emocji. Czy natomiast chwyta za serce? Z pewnością wielu, ale mam wrażenie, że nie wszystkich. We mnie samej wzbudzała współczucie i wściekłość zarazem. I chyba właśnie tak powinno być. 

Tematyka przemocy jest trudna i chyba wszyscy się z tym zgodzą. Czy autorka sobie poradziła? Raczej tak. Weszła wystarczająco w psychikę ofiary przemocy, jak na literaturę dla młodzieży oczywiście, bo nie był to obraz kompletny. Nie jestem do końca pewna czy nastolatki w pełni rozumiały motywy postępowania Emmy, choć były typowe dla ofiary przemocy. Właściwie jestem przekonana, że nie wszystkie zrozumiały, co potwierdzają opinie o książce na jednym z portali czytelniczych. Jej zachowanie mogło być irytujące i dla mnie było, choć rozumiałam jego przyczyny. Ale wiedza to jedno, emocje to zupełnie inna kwestia. Evan z kolei był tu przedstawiony niemal jako święty. I muszę przyznać, że ogromnie polubiłam tę postać. Właściwie stał się moim ulubieńcem. Ujęła mnie jego determinacja i czułość, nawet jeśli nie zawsze była oczywista. 

W fabule mamy wiele niedomówień. Nie wiem natomiast czy był to celowy zabieg autorki, skoro powstały jeszcze dwie kolejne części. Z chęcią zagłębiłabym się w relacje rodzinne Evana, bo mogłoby to być bardzo interesujące.


Z chęcią sięgnę po kolejną część książki, bo choć zdarzały się niedociągnięcia, to książka wywołuje emocje u czytelnika, a przecież o to właśnie chodzi.  

niedziela, 20 lipca 2014

Kiera Cass - Rywalki, Elita, Jedyna


Takie książki wprost uwielbiam. Dla mnie ta seria to zabójca czasu, mimo jego braku pochłonęłam wszystkie trzy części i dwie nowelki czyli wszystko, co tylko się dało (nawet po angielsku z niechęci oczekiwania na tłumaczenie). Naprawdę nie sposób się od niej oderwać. Nawet nie wiem, w którym momencie zostałam pochłonięta bez reszty. Jestem po prostu zachwycona. 

Akcja jest bardzo wartka, stale coś się dzieje, nie sposób się nudzić. Mamy tu romans, trochę akcji, a nawet nieco polityki. I oczywiście całą gamę emocji tych przyjemnych i tych nieco mniej. Były na tyle realistyczne, że cieszyłam się i cierpiałam razem z główną bohaterką. 

Autorka stworzyła alternatywny świat. Nie ma tu żadnej magii, czy paranormalnych gadżetów… a jednak świat, w którym rozgrywa się akcja, jest zupełnie inny. System kast nazwanych numerkami jest wprost genialny. Widać, że całość wykreowanego świata została starannie przemyślana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. 

Cała idea eliminacji czy też selekcji (zależnie od tłumaczenia) przypominała mi dawny program tv „Kawaler do wzięcia” (nie jestem pewna czy dokładnie tak brzmiał tytuł), co było całkiem zabawne. O wiele poważniej czytelnik podchodził do tej idei czytając opis przeżyć głównej bohaterki i księcia (w jednej z noweli). Tu nabiera to zupełnie innego, znacznie głębszego znaczenia. 

Główniej bohaterki - Ami - nie sposób nie polubić. Zyskuje sympatię od samego początku. Jest szczera, bezpośrednia, odważna i nie boi się mówić głośno o swoich przekonaniach. Wyraźnie wyróżnia się na tle innych dziewcząt.  Niby historia podobna do Kopciuszka… tyle tylko, że tu owy Kopciuszek wcale nie chciał księcia. 

Maxon również zyskał moją sympatię. Z początku nieco onieśmielony, sprawiał wrażenie lekko nieporadnego w kontaktach damsko-męskich. Z czasem jednak można dostrzec całą gamę  jego pozytywnych cech, w tym wrażliwość, sprawiedliwość, inteligencję i spokój w działaniu. Był naprawdę uroczy. A jego siła charakteru była doprawdy imponująca, nawet jeśli nie rzucała się w oczy. Trudno jest wykreować postać tego rodzaju… Maxon jest bohaterem wielowymiarowym ale subtelnym, jego osobowość nie krzyczy, by je zauważono, po prostu trwa i tylko od czytelnika zależy czy w pełni ją doceni. 


Całość zdecydowanie warto przeczytać. Cała seria znajdzie miejsce na liście moich ulubionym. Z pewnością jeszcze do niej wrócę. Jest wyjątkowa i idealnie trafia w mój gust czytelniczy :) Polecam. Plusem dodatkowym, radującym moje oko, są przepiękne okładki. 

wtorek, 8 lipca 2014

Cat Patrick – Zapomniane


Sięgnęłam po tę pozycję zachęcona opisem i komentarzami typu „niezwykle udany debiut” etc. tymczasem  otrzymałam mały koszmarek.
Sam pomysł jest naprawdę genialny:  pamięć przyszłości i kompletny jej brak  z wydarzeń poprzednich. Niestety na pomyśle owa genialność się kończy. Fabuła jest mocno naciągana, niewiele się tam dzieje, mimo nieudolnego wątku akcji. Wyglądało to tak, jakby pisała to 13-latka. Nawet dialogi były raczej marne.

Główna bohaterka - London w ogóle mnie nie przekonała, była wręcz mdła, a jej zachowanie czasem bywało mało logiczne, jak np. zachowanie wobec obrażonej przyjaciółki.  Pojawiały się takie absurdy jak np. chodzenie spać po 21 bo mama sprawdza, albo kontrola dotycząca późnego rozmawiania przez telefon, a przecież bohaterka jest licealistką. Takich absurdalnych przykładów mogłabym tu przytoczyć wiele. Luka polubiłam bardziej, ale też nie był jakoś bardzo realistyczny. Przylgnęła do niego łatka dziwaka, ale też nie było to oczywiste.

Generalnie mnie się nie podobało, książka nadaje się dla dziewczyn w wieku 13-15 lat a i dla tej grupy wiekowej są znacznie lepsze pozycje.

wtorek, 1 lipca 2014

Morgan Matson – Aż po horyzont


Mam pewien problem z tą książką, ale głównie ze względu na moje oczekiwania. Czytając, największą wagę przywiązuję do bohaterów i ich doświadczeń życiowych i osobistych. Zdecydowanie mniej  interesują mnie opisy otoczenia i miejsc, w których przebywają postaci, co nie znaczy, że nie są one konieczne. Wolę jednak, kiedy opisy miejsc stanowią tło historii, a nie są pierwszym planem. Gdybym wiedziała, że tak jest tutaj pewnie nie sięgnęłabym po tę pozycję.

Przez pierwszą połowę strasznie się męczyłam. Co prawda zwiedziłam Amerykę niemal tak, jak przy czytaniu przewodnika (były nawet zdjęcia), to jednak dla mnie było za dużo. Wśród morza tych wszystkich opisów ginęli bohaterowie, dosłownie się rozmywali. Brakowało im nieco polotu i wyraźniejszego zarysowania. Wątek miłosny jest naprawdę znikomy, ale jako, że nie jest to romans, nie można mieć o to pretensji.

Jeśli ktoś uwielbia dużo opisów miejsc, to z pewnością ta książka przypadnie mu do gustu, osobom pragnącym romansu tej książki nie polecam.  

piątek, 20 czerwca 2014

Jennifer L. Armentrout - Obsydian

Ależ to była przyjemna lektura. Było tu niemal wszystko to, co lubię najbardziej w paranormalnych lekturach. Książka konwencją przypomina Zmierzch, ale tylko konwencją, niczym więcej. 

To, co jest głównym atutem tej historii to główny bohater. I już dla niego samego warto przeczytać tę pozycję :) Daemon Black, chłopak o nienaturalnie zielonych oczach, szorstki, momentami naprawdę wredny, a jednak tak magnetyzujący, że trudno się od niego oderwać. Dzieją się wokół niego niewyjaśnione rzeczy, a jego tajemnica aż się prosi, by ją odkryć :) Jeśli chodzi o główną bohaterkę - Katy, to nie sposób jej nie lubić. Jest błyskotliwa, potrafi postawić na swoim, jej odwaga potrafi zaskoczyć a cięty język rozbawić. Potyczki słowne między tą dwójką zwyczajnie mnie rozbrajały. 

Ogromny plus dla autorki za umiejętne podtrzymywanie napięcia seksualnego, przez całą książkę. Udało jej się to perfekcyjnie, a jest trudne do zrobienia, gdy historia liczy sobie 418 stron.

Wydarzenia na końcu fabuły, rozpalają chęć na przeczytanie kolejnego tomu. Z pewnością będzie się tam sporo działo. Dodatkowo na końcu książki zostały udostępnione dwa pierwsze rozdziały drugiej części i dodatek z wybranymi scenami, na które możemy spojrzeć oczami Daemona - za co kolejny plus. 

Oczywiście polecam tę historię miłośnikom paranormalnych historii, myślę, że warto. Już chyba sama okładka zachęca do przeczytania :)  

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Tahereh Mafi - Dar Julii


To już koniec niezwykłej serii o Julii. I choć zwykle nie przepadam za urban fantasy (wolę „zwykłe” fantasy), to ta wyjątkowo przypadła mi do gustu. Ostatnia część była zdecydowanie najlepsza ze wszystkich. I z pewnością na długo utkwi mi w pamięci. 

Uwielbiam sposób pisania Tahereh Mafi, mamy tu wszystko: wartką akcję, cały wachlarz emocji oraz wielowymiarowych bohaterów. Rzadko się zdarza, że moje preferencje ulubionych postaci zmieniają się w trakcie, a tak było tym razem. 

W tej części Julia stała się prawdziwą kobietą w spodniach, po biednej, złamanej Julii nie został nawet ślad. To bardzo, bardzo pozytywna przemiana, aż miło się o tym czytało. Odnalazła prawdziwą siebie, wiedziała czego chce i potrafiła o to walczyć. Oczywiście przy pomocy przyjaciół.

W tej części w zupełnie innym świetle widzimy też Adama i Warnera. I w moich oczach ten pierwszy bardzo dużo traci, natomiast ten drugi zauroczył mnie kompletnie. Jakkolwiek trudno byłoby mi to przewidzieć w poprzednich częściach. 


Autorka wyjaśniła wszystkie wątki i tajemnice, co jest dodatkowym plusem tej historii. Nie sposób się od niej oderwać, nie przeczytawszy do końca. Polecam. 

piątek, 6 grudnia 2013

Lauren Kate - Łza


„Never ever cry”

Tym razem miałam dwa powody żeby sięgnąć po tę książkę. Pierwszy to autorka, której nie trzeba przedstawiać miłośnikom literatury paranormalnej. Drugi, to sam opis, który zwiastował niesamowicie intrygującą historię. 

Bardzo ciekawy, unikatowy  pomysł na fabułę. Starożytne legendy autorka połączyła z elementami całkowicie fantastycznymi. Atlantyda? Dlaczego nie? :) Sam motyw łez wzbudzał moją ogromną ciekawość... „Nigdy, przenigdy nie płacz”. Już samo to zdanie pobudza wyobraźnię.  

Akcja toczy się dość leniwie... nie chcę powiedzieć, że wiało nudą, bo to nie byłaby prawda, jednak gdyby fabuła była nieco bardziej żwawa, pewnie trudno byłoby się oderwać. Oczywiście leniwość akcji ubarwiały opisy, które nie zostały potraktowane po macoszemu. 

Jeśli chodzi o samych bohaterów... Mam nieco mieszane odczucia. Eureka, nastolatka, która naprawdę wiele przeszła i nadal przechodzi - jest pogrążona w depresji, ma za sobą próbę samobójczą etc. I przyznam szczerze, że tu miałam z nią problem, bo jej zachowanie nie do końca mi pasowało do powyższych kategorii. Wyglądało to trochę tak, jakby autorka nie do końca potrafiła zdecydować, jaka właściwie ma być postać Eureki. Brook z kolei był dużo bardziej jednoznaczny. Wyraźnie można było zobaczyć zmiany, jakie w nim zachodziły. Ander - jak na głównego bohatera było go bardzo mało. Niby przewijał się przez całą fabułę, ale jakoś tak umykał, a szkoda, bo bardzo go polubiłam. Zwłaszcza po scenie ze złapaniem łzy. Niby nic takiego, a było rozczulające. 


Właściwie prawdziwa akcja zaczyna się gdzieś pod koniec książki, co tym bardziej rozbudza ciekawość kolejnych części, po które z pewnością sięgnę. Ta historia ma ogromny potencjał. Mam nadzieje, że autorka tak poprowadzi akcję, że dorówna serii o Upadłych. 

czwartek, 21 listopada 2013

Abigail Anna Gibbs - Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem


Na tę książkę trafiłam przypadkiem - empik wysłał mi jak zwykle informację o nowościach. I cóż... mam mieszane uczucia. Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam książki z gatunku fantasy i tę przeczytałam z przyjemnością, a mimo to nie wiem, co o niej sądzić. 

Ogromny plus dla autorki, za ukazanie wampirów od tej mrocznej strony, bez upiększeń i ozdobników. Sama fabuła też była naprawdę wyjątkowa i dość unikatowa. Książka wciąga od samego początku, pochłaniałam więc strony w sporym tempie. I to chyba tyle, jeśli chodzi o plusy. Oczywiście z mojego punktu widzenia. Autorka chyba nie udźwignęła fabuły. Śmiem twierdzić, że gdyby ta sama historia została napisana przez kogoś innego, byłaby naprawdę genialna. Być może to ja niezbyt uważnie czytałam, ale, momentami wiele rzeczy i zachowań postaci było niejasnych i nieco wymuszonych. Sami bohaterowie byli niespójni. Czasem miałam wręcz wrażenie, że stawali się zupełnie innymi postaciami niż na początku. Niby byli wyraźnie zarysowani, ale po bliższym przyjrzeniu stawali się płascy. Brakowało mi w nich dozy skomplikowania, bardziej wnikliwych przemyśleń i cech charakteru typowych dla danej postaci. Violet nieustannie się czerwieniła, raz rzucała słownictwem typowym dla nastolatki, innym razem miałam wrażenie, że pochodzi z innej epoki. Na początku nienawidzi wampirów, potem jest nimi zafascynowana, potem znowu czuje obrzydzenie etc... ta huśtawka trwa właściwie przez całą fabułę. Tempo podejmowanych przez nią decyzji było zastraszające przy tych jej wątpliwości, które właściwie nie ewoluowały w żaden sposób. Uczucie Kaspara też nie wiadomo kiedy się pojawiło. Niby był zły potem jakoś nie do końca, potem znowu przypominał czarny charakter. Jednym słowem chaos. Ogólnie miałam wrażenie, że zostało to napisane przez początkującą osobę, tudzież nastolatkę i w tym ostatnim akurat miałam rację.  

Ogromnym plusem fabuły byłby wątek polityczny, gdy nie niedopracowanie i pewna mętność niektórych faktów. Zachowania bohaterów związane z owym wątkiem też nie do końca były jasne. 


Podsumowując książka jest całkiem ok, jeśli ktoś nie jest zbyt wymagającym czytelnikiem. Ja niestety przeczytałam zbyt wiele książek, żeby w pełni satysfakcjonowała mnie ta pozycja. Myślę jednak, że zważywszy na młody wiek autorki, można jej wiele rzeczy wybaczyć. Mimo moich zastrzeżeń polecam tę pozycję.   

niedziela, 13 października 2013

Jessica Brody – 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca


To była zdecydowanie rewelacyjna pozycja. Nie jest to może górnolotna lektura, ale zdecydowanie przyjemna i łatwa w odbiorze. Wielokrotnie uśmiechałam się przewracając kolejne kartki. Lexi Larrabee zamiast otrzymać 25 milionów dolarów otrzymuje listę 52 prac do wykonania. Warto dodać, że zawody, które ma wykonywać, to te najniżej płatne. Sięgając po tę książkę byłam niemal pewna, że autorka nie opisze wszystkich wykonywanych prac (wcale nie twierdzę, że to źle, wręcz przeciwnie). Miałam rację, zostały opisane tylko pierwsze zawody z listy i były naprawdę śmieszne. Samą Lexi dało się lubić od samego początku, mimo, że początkowo była kreowana na znaną, próżną dziewczynkę, której wszystko się należy.  Dziewczyna pławiła się w szampanie, rozbijała drogie samochody i nosiła ubrania najdroższe z możliwych. A jednak, wcale nie była tak zepsuta, jak mogłoby się wydawać. Lexi pod przymusem poznaje tzw. prawdziwe życie i problemy przeciętnych śmiertelników. Przy okazji zawiera przyjaźń i odkrywa, że ktoś może ją polubić dla niej samej. Oczywiście wcześniej miała dwie przyjaciółki od serca, ale cała reszta zawsze czegoś od niej oczekiwała. W książce znajdziemy też wątek romansu, bardzo przyjemnego dla oka czytelników. To, co jednak uderza najbardziej, to problem, który jest powodem zachowania Lexi. Nie jest to może szczególnie odkrywcze, ale autorka bardzo dosadnie pokazała, co potrafi zdziałać brak ciepła i rodzinnej atmosfery w domu. Celowo nie piszę  tu brak miłości, bo ojciec kochał Lexi, tylko nie potrafił tego okazać we właściwy sposób. Bał się, że skończy, jak jej matka i podejmował nietrafne decyzje. Jego osobista trauma i poczucie winy, również przyczyniły się do chłodu emocjonalnego, który go otaczał. Lexi postrzegała ojca jako zimnego drania, na szczęście miała okazję przekonać się, że jest w błędzie.

Książkę czyta się bardzo szybko i z uśmiechem na twarzy. Jest idealna na chwilę odprężenia w chłodne dni. No i plus za okładkę :)

środa, 11 września 2013

Kiersten White - Paranormalność



Hmm... właściwie nie wiem co napisać o tej książce. Sięgnęłam po nią, bo miała wiele pozytywnych opinii i wiele ochów i achów przeczytałam na jej temat. Z mojej strony nie ma szczególnego zachwytu. Nie mówię, że to zła książka, bo absolutnie się przy niej nie nudziłam, ale... chyba czegoś mi brakowało i niestety nie potrafię określić czego.

Główna bohaterka Evie to zwykła nastolatka, która, o zgrozo, uwielbia róż. Od razu więc kojarzyła mi się stereotypowo z plastikową laleczką. Oczywiście wcale taka nie była, choć wszelkie cechy nastolatki oczywiście posiadała. Lend natomiast był nieco bardziej wyważony, ale dzięki temu uzupełniali się wzajemnie. 

Evie pracuje w międzynarodowej paranormalnej agencji, która kontroluje istoty paranormalne. Mamy więc do czynienia z całą rzeszą istot: wampiry, wilkołaki, wiedźmy, elfy, trolle, rusałki, nimfy etc. Ogólnie nie cierpię tego rodzaju przeładowania, tutaj nie przeszkadzało mi to wcale, pasowało do fabuły i nie czułam się przytłoczona tym ogromem paranormalności. 

Paranormalność to pierwsza część trylogii, ale co nie co tajemnic zostaje wyjaśnione, nie ma więc uczucia kompletnej niewiedzy. Akcja toczy się dość wartko, więc książka się nie nudzi. Możliwe, że sięgnę po kolejną część, aczkolwiek bez szczególnego entuzjazmu. To, co nieco mnie zirytowało, to niemal już tradycyjne, natychmiastowe zakochanie się bohaterów. Pogawędki, tralala i strzał amora, nagle Evie uświadamia sobie, że jest zakochana. Ale... wiem, że teraz akurat się czepiam. W końcu do pozycja dla nastolatków, można więc to wybaczyć autorce. 

Myślę, że nastolatkom, które lubią wątki nie z tego świata, historia przypadnie do gustu, starszym jednak nie polecam tej lektury :)

wtorek, 3 września 2013

Cassandra Clare - Dary Anioła: Miasto kości



No i stało się... Tyle szumu powstało wokół ekranizacji tej powieści, że w końcu sięgnęłam po książkę i przeczytałam pierwszą część. Długo się przed tym wzbraniałam, gdyż wcześniej miałam w rękach Mechanicznego Anioła i nie podobał mi się jakoś szczególnie. Ale... zwracam honor autorce, bo Miasto Kości jest całkiem całkiem. 

Bardzo dobrze nakreślona fabuła, wyraziści bohaterowie i świetnie wykreowany, paranormalny świat, który przenika się z tym ludzkim. Bardzo podoba mi się cała koncepcja autorki i dość spora doza nieprzewidywalności w trakcie czytania. Jest kilka zwrotów akcji i wszystkie dzieje się naprawdę bardzo szybko. Nie sposób więc się znudzić. 

Clary jest artystyczną duszą, ale nie szarą myszką. Ma odwagę, dąży do prawdy i mówiąc kolokwialnie ma jaja, mimo młodego wieku. Jace z kolei jest nieco oschły i trudny w obyciu, ale to maska, pod którą kryje się miękkie serce i poraniona dusza. Polubiłam go od razu i o ile pochodzenie Clary było dla mnie jasne bardzo szybko, o tyle pochodzenie Jace’a nieco mnie zaskoczyło i chyba niezbyt pozytywnie, bo widziałam w tej dwójce niezłą parę z gatunku tych romantycznych. Isabelle i Alec choć równie wyraziści momentami mnie irytowali. Alec był zwyczajnie wredny, co akurat było zrozumiałe, natomiast nie bardzo wiem co sądzić o Isabelle, czegoś mi w niej brakowało. Simona też nie sposób nie polubić, przypomina mi misiowatego, czasem dumnego przyjaciela z sąsiedztwa, aczkolwiek nie widzę go jako pary dla Clary. To, co jest dużym atutem tej książki to postać Valentine’a. Choć to czarny charakter, nie jest jednoznaczny, ma wiele odcieni i jest skomplikowany. Potrafi hipnotyzować czytelnika i wzbudzać emocje.

Ogólnie książka jest napisana dość prostym językiem i wydaje mi się, że trafia do większości czytelników. Pewnie za jakiś czas sięgnę po drugą część, na razie jednak mam ciekawsze pozycje na oku, a przynajmniej tak mi się wydaje :) 

piątek, 30 sierpnia 2013

Patricia Schroder - Morza Szept



Tak naprawdę do sięgnięcia po tę książkę skłonił mnie opis i piękna okładka (jakkolwiek źle to brzmi). Morza Szept to pierwsza część morskiej trylogii. Prawdę powiedziawszy ta książka to zaledwie wstęp do kolejnych części, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dlaczego? Bo czytelnik niczego tak naprawdę się nie dowiaduje, poza faktem, że Gordy i kilku innych bohaterów jest  niksami delfinimi - czymś w rodzaju syreny, która potrafi zmienić się w ludzką postać. I właściwie tyle, jeśli chodzi o naszą wiedzę na temat tych istot i ich świata. Ale... książka jest napisana tak, że mimo tej znikomej liczby informacji, można przypuszczać, że w dalszych częściach będzie naprawdę ciekawie. Autorka tak kieruje akcją, iż kusi wyjaśnieniem wielu zagadek w dalszych częściach. 

Akcja powieści toczy się na małej wyspie. Elodie przyjeżdża tam do ciotecznej babci Grace, po śmierci swojego taty. Elodie panicznie wręcz boi się wody, która powoduje u niej mrowienie w kostkach, a czasem i w innych partiach ciała. Niestety w tej części nie dowiemy się dlaczego dokładnie tak się dzieje. Sama bohaterka daje się lubić od samego początku, mimo iż nie wyróżnia się niczym szczególnym, przynajmniej z pozoru. Czytając miałam wrażenie, że cioteczna babcia Elodie wie dużo więcej o wydarzeniach na wyspie, niż pokazuje. Ciekawą postacią jest również Cyril, o którym niewiele wiadomo, choć przewija się przez całą powieść. Duży plus dla autorki za to, że pozytywnie ukazała postać Ashtona, borykającego się z zespołem Tourette’a. 

Wiem, że ukazała się już druga część tej serii, niestety autorka jest niemieckojęzyczna, więc nie jestem w stanie tego przeczytać. Pozostaje mi więc cierpliwie czekać na polskie wydanie.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Tahereh Mafi - Sekret Julii



Sekret Julii jest kontynuacją Dotyku Julii - tak dla przypomnienia. Na początku wspomnę, że tym razem między wierszami wkradnie się spoiler, więc jeśli ktoś nie chce wiedzieć, co go czeka w drugiej części, lepiej niech nie czyta tego posta :) 

Sekret Julii rozpoczyna się w miejscu, do którego dotarła Julia z Adamem w pierwszej części. Akcja toczy się naprawdę szybko, choć i opisy przeżyć tytułowej Julii są równie bogate, jak w pierwszej części. Bohaterka nadal pozostaje bardzo skupiona na sobie i wszystkim tym, co się z nią dzieje. Momentami bywało to nieco irytujące, ale jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze doświadczenia. Julia ma problemy z adaptacją do nowej sytuacji i ludzi, w otoczeniu których przyszło jej przebywać. Sytuacji nie poprawia fakt, że bardzo rzadko widuje się z Adamem, co potęguje jej rozchwianie. I tu pojawiają się kolejne komplikacje związane z jej ukochanym, ale o nich nie będę pisać :) Momentami miałam wrażenie, że uczucie, którym Julia darzy Adama jest nieco dziecinne i niedojrzałe, ale bohaterka jest młoda, więc można jej to wybaczyć. W tej części poznajemy także bliżej Warena. Choć początkowo nie należał do moich ulubieńców, to teraz zaczęłam się do niego przekonywać. (Nie)stety wkrada nam się tu mały trójkąt miłosny, za czym osobiście nie przepadam, ale jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się dalej ten wątek. Autorka sporo namieszała i bardzo skomplikowała wątki fabuły, więc bohaterowie z pewnością nie będą mieli łatwo w kolejnej części.

Podsumowując, jestem w pełni usatysfakcjonowana Sekretem Julii i niecierpliwie oczekuję kolejnej części. 

piątek, 9 sierpnia 2013

Lauren Oliver - Delirium


Nie jestem pewna, czy powinnam publikować tego posta, bo pewnie narażę się wielu osobom, ale trudno.  Bardzo podobał mi się opis książki dramatyczna/romantyczna koncepcja autorki, gdyby tylko zostało to napisane w jakiś inny sposób… Może miałam zbyt wysokie oczekiwania i stąd moje rozczarowanie? Z ledwością skończyłam czytać tę historię i choć mam w domu drugą część, to z pewnością jej nie otworzę. Dawno tak się nie męczyłam czytając. Pierwsza połowa książki kompletnie nie zachęciła mnie do poznania dalszych losów bohaterów. Drugą połowę właściwie przekartkowałam, dla zasady. Akcja toczyła się zbyt apatycznie, jak dla mnie. Jak na powieść o uczuciach, bohaterowie byli zaskakująco płytcy w tym temacie. Gdzie ta potęga uczuć? O samym świecie, w którym przyszło żyć Lenie i Aleksowi też nie dowiedziałam się zbyt wiele. Czasem miałam wrażenie, że bohaterowie poboczni są pomijani, albo niedopracowani. Całość mnie odpycha, ale wiem, że seria ma wielu zwolenników, więc  nic więcej nie będę pisać.

sobota, 20 kwietnia 2013

Melissa Darwood - Larista


„L’amore a prima vista”

Do przeczytania tej książki skłonił mnie trailer zamieszczony na portalu www.paranormalbooks.pl. Przyznam szczerze że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Spodziewałam się czegoś w rodzaju trójkąta miłosnego, na szczęście nic takiego nie miało miejsca. To naprawdę bardzo klimatyczna historia. Pomysł autorki jest niebanalny i bardzo przypadł mi do gustu. 

Larysa jest 18-latką z marzeniem prawdziwej miłości. Właściwie mogłaby z powodzeniem żyć we wcześniejszej epoce. Oczywiście problemy ma typowe dla tego wieku, ale przy tym jest nieco inna, wyjątkowa. Jaj przyjaciółka Zuzka z kolei dość twardo stąpa po ziemi, jej cięte, sarkastyczne riposty, dodają jej uroku. Jeśli zaś chodzi o Gabriela i Daniela, to bardzo długo nie wiadomo kim są naprawdę, choć Gabriela spotykamy już na samym początku książki. To, co jest naprawdę genialne, to fakt, że autorka na początku nie daje nam jasno do zrozumienia, czy Gabriel to chłopak spod ciemnej gwiazdy, czy może zupełnie odwrotnie. Ja uwielbiałam go od samego początku, bo jego tajemniczość sama w sobie działała na wyobraźnię, kiedy doszła do tego czułość i szczypta szarmancji... cóż... przepadłam. Koncepcja tego kim/czym jest tytułowa Larista, też mnie urzekła, żeby tak było w prawdziwym życiu...

Zaskoczyła mnie jedna rzecz... to książka młodzieżowa... a pojawiły się sceny erotyczne i było ich aż trzy. Zostały napisane ze smakiem i ogromnym wyczuciem.

Mały minus, kiedy już się wyjaśniło kim jest Gabriel, praktycznie znałam już zakończenie książki. Czuję też pewien niedosyt, chciałabym więcej poczytać o tych szczególnych istotach (nie mogę napisać o jakich, bo zdradzę tajemnicę).

Książka powinna przypaść do gustu zarówno młodszym, jak i nieco starszym czytelniczkom. Ja polecam mnie się bardzo podobało :) 

Poniżej mały fragment „Laristy”:

„ - Cóż, twoje przeczucie jest mylne - oznajmił powściągliwie. - No chyba, że ona potrafi czytać w myślach, w co szczerze wątpię. Jak każda kobieta, będzie snuć domysły. Będzie szperać w Internecie, dociekać, pytać i zgadywać w kółko, kim naprawdę jesteś. - Spojrzał na mnie wymownie, a zawadiacki uśmiech nie schodził mu z ust. - Jednak większość jej podejrzeń będzie oklepana i trywialna. W najlepszym wypadku weźmie cię za Anioła Śmierci lub elfa, a w najgorszym za demona, wampira albo wilkołaka. Jeśli natomiast nie jest fanką współczesnej fabuły młodzieżowej, w przeciwieństwie do niektórych młodych kobiet...- znów przeniósł na mnie rozbawione spojrzenie - ...to uzna, że coś odjęło ci rozum. Prawda jest taka, że dopóki będziesz milczał na nasz temat albo nie zaczniesz mówić przez sen, to ona nie domyśli się, kim jesteś. Czy to jest zrozumiałe? 
-Tak, ale czy na pewno? - padło nieśmiałe pytanie.
- Na pewno. Ludzie nie mają bladego pojęcia o naszym istnieniu. Spróbuj nas wygooglować, a napotkasz albo brytyjski dziennik, albo program antywirusowy. Reasumując, uważam, że będziesz skończonym głupcem, jeśli nie spróbujesz się przekonać, czy ona jest tą jedyną. Czy wyraziłem się dość jasno, drogi przyjacielu?”  


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Becca Fitzpatrick - Finale



Ostatnio mam coraz mniej czasu na czytanie. Może przez moje ciągłe napięcie w ostatnim czasie, ciężko mi trafić na książkę, która spodobałaby mi się w pełni? Nie mam pojęcia.

Finale to ostatnia, 4 część Szeptem. Tak szumnie została okrzyknięta najbardziej romantycznym zakończeniem. Cóż... ja tam nie widziałam nic porywającego. Sama książka nie była zła, ale momentami strasznie mi się dłużyła. Wiele wątków musiałam sobie przypomnieć (jako, że od poprzedniej części minęło sporo czasu), często też odkładałam tę książkę i sięgałam po inne zajęcia, co mi się nie zdarza, kiedy wciąga mnie fabuła. Nora i Patch jakoś stracili swój urok. Gdzieś po drodze od pierwszej części stracili swój urok. I choć sama fabuła i sieć zagadek była pomysłowa, to chyba nie do końca rozwinięta na korzyść. Czegoś mi zabrakło. Zakończenie mnie nie poruszyło. Ot... zwykła bitwa, nieopisana jakoś wyjątkowo szczegółowo, wręcz przeciwnie. Nie było jakichś większych dramatów i trzymania w napięciu. Dla mnie to było jakieś nijakie. 

Zawsze serię Szeptem porównywałam z Upadłymi, pewnie dlatego, że zaczęłam je czytać w tym samym czasie. O ile na początku bardziej podobało mi się szeptem, o tyle w ostatecznym rozrachunku wybieram Upadłych, zwłaszcza po ostatniej części, która trzymała w napięciu, była zaskakująca i przede wszystkim bardzo emocjonalna i wzruszająca. To tyle, wybór lektury serii Szeptem pozostawiam w Waszych rękach. Ja ani nie polecam ani nie odradzam :) Ach... zdecydowany plus za okładkę, ta jest niestety lepsza od treści.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Amanda Hocking - Wybrałam Ciebie



Sięgnęłam po tę książkę ze względu na autorkę, jako że bardzo podobała mi się trylogia Trylle. Ta pozycja nie była tak porywająca, jak poprzednia. Trudno było mi się wyzbyć porównywania do Zmierzchu, może dlatego, że niektóre podobieństwa rzeczywiście występowały. Z drugiej jednak strony, były to elementy, które pojawiają się w wielu fabułach, więc pewnie się czepiam. Trochę zabrakło mi tu oryginalności, bo znowuż pojawiają się wampiry. Może nieco inne, niż w Zmierzchu, ale zawsze... Podobała mi się natomiast koncepcja wampirzej więzi, która jest dość nietuzinkowa. Sam motyw wampiryzmu nie został jeszcze w pełni rozwinięty, ale to jest pierwsza część serii, więc jestem pewna, że więcej zostanie wyjaśnione w kolejnych częściach. Mam wrażenie, że ta jest jedynie wstępem do następnych wydarzeń. O głównych bohaterach na razie nic nie napiszę, bo nie mam o nich zdania. 
Ogólnie fabuła wzbudziła moją ciekawość i książkę pochłonęłam bardzo szybko, jednak czytałam już lepsze pozycje. Tak czy inaczej „Wybrałam Ciebie” jest dobra dla zabicia czasu

piątek, 2 listopada 2012

Lauren Barnholdt - Nie mogę powiedzieć ci prawdy



Tę książkę przeczytałam w całości za pierwszym podejściem, jednak nie polecę jej starszym czytelnikom, niż nastolatki. Osobom w wieku 20+ ta pozycja mogłaby się wydawać nieco płytka i błaha. Patrząc na nią z punktu widzenia nastolatki, stwierdzam, że jest idealna. Niezbyt skomplikowana fabuła, skupia się na problemach, które są ważne w tej grupie wiekowej, a przede wszystkim jest realna. Nie ma się tego poczucia, że to sztucznie utworzony świat przez osobę dorosłą, która próbuje wkupić się w łaski młodszych czytelników. Język, jakim została napisana ta książka, również jest adekwatny do wieku, zdarzają się wulgaryzmy, aczkolwiek nie w przesadnej ilości, kompletnie więc nie rażą. 

Sama fabuła kręci się wokół dwóch bohaterów, którzy poniekąd zostali zmuszeni do zmiany środowiska. Tak zaczyna się ich wspólna przygoda. Nie ma tu jakichś przesadnych dramatów, czy ciężkich tematów. Gdybym miała napisać krótko, o czym jest ta książka, to powiedziałabym, że o kłamstwie i jego konsekwencjach. Co zaskakujące, historia została napisana z dwóch perspektyw, głównego bohatera i bohaterki. Możemy więc obserwować wydarzenia z dwóch punktów widzenia, które przeplatają się wzajemnie. Bohaterów nie sposób nie polubić, zyskali moją sympatię od pierwszych stron.

Podsumowując, mnie ta książka przypadła do gustu. Czasem dobrze przypomnieć sobie, jak to było być nastolatką i zmierzyć się z dylematami, które teraz wydają się całkiem błahe, wtedy jednak były ogromne. Polecam nastolatkom, odradzam starszym czytelnikom. 

niedziela, 14 października 2012

Eva Voller - Magiczna Gondola



Mówi się „Nie sądź książki po okładce”, cóż, może okładka nie jest wyznacznikiem oceny książki, ale z pewnością wpływa na to, czy czytelnik weźmie ją do ręki. W przypadku Magicznej Gondoli, okładka zdecydowanie zachęca do zerknięcia w treść książki. Biorąc ją do ręki na odwrocie obwoluty możemy przeczytać: „Współczesna dziewczyna. Przystojny młodzieniec. Czerwona gondola. Klimatyczna Wenecja. Historia poza czasem.”   Czyż to nie brzmi zachęcająco? To teraz może o tym, jak wygląda rzeczywistość z mojej, całkowicie subiektywnej perspektywy.

Wszystko, co zostało napisane na okładce, to oczywiście prawda. Główna bohaterka Anna, to naprawdę typowa nastolatka, przywiązana do swoich gadżetów, mało zainteresowana tym, co rodzice mają do powiedzenia, ale przy tym również zdeterminowana i odważna. Sebastino natomiast, jest czarującym, nieco tajemniczym Włochem, który chodzi swoimi ścieżkami, a przy tym jest odpowiedzialny i nie sposób go nie lubić. 

Cała fabuła jest dość oryginalna. Może nie tyle sam motyw podróży w czasie, co cała reszta. Wiele sytuacji mnie naprawdę śmieszyło, zwłaszcza ta „transczasowa” blokada, która zamieniała najróżniejsze słowa, będące anachronizmami. Ponieważ cała historia jest pisana z punktu widzenia Anny, możemy więc poznać (często wywołujące uśmiech) jej przemyślenia dotyczące różnic epokowych. 

Sama autorka w bardzo barwny sposób opisała Wenecję, zarówno tę współczesną, jak i tę  historyczną. Rzadko się spotyka, żeby opisując życie historyczne wspominało się tak dużo o tamtejszej higienie, toaletowych zwyczajach, postępie medycyny (albo raczej jej braku). Ogromny plus za przedstawienie Wenecji w sposób rzeczywisty, bez upiększaczy, czy pominięć tego, co niekoniecznie przyjemne. Mimo to, Wenecja wcale nie straciła swojego uroku. Nadal zachwycała.

To, co mnie nie przekonało, to uczucie głównych bohaterów, które pojawiło się jakby znikąd. Możliwe, że to moja wina i najzwyczajniej w świecie tego nie zauważyłam, ale moim zdaniem było to mało wyraźne i zbyt szybkie. Tak, jakby ktoś pstryknął i bęc - są w sobie zakochani.

Ogólnie książka nie powaliła mnie na kolana, ale uważam, że była całkiem niezła i warto ją przeczytać, choćby ze względu na same opisy Wenecji z XV wieku. 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Tahereh Mafi – Dotyk Julii


Dotyk Julii to pierwsza część serii. Powiem szczerze, że zabrałam się za tę książkę, bo zaintrygował mnie opis i spodobała mi się okładka. Dodatkowo te poskreślane zdania wyglądały równie intrygująco.
Czytając pierwsze kilkadziesiąt stron, towarzyszyła mi jedna myśl – ależ to dziwne. Tak naprawdę z początku nie wiadomo o co chodzi (jako, że w nocie wydawcy, nie ma nic o okolicznościach, w jakich rozwija się akcja), a tytułowa Julia sprawia wrażenie nieco obłąkanej. Właściwie nie ma się czemu dziwić, skoro przebywa w (bardzo nietypowym, ale jednak) zakładzie psychiatrycznym. Wraz z rozwojem wydarzeń, doszłam do wniosku, że brak informacji o wyżej wspomnianych okolicznościach, było celowym zabiegiem i służył wzbudzeniu ciekawości. Tak więc z każdą kolejną stroną odkrywałam, że ta książka jest genialna i z pewnością niebanalna. Teraz z niecierpliwością oczekuję następnej części.
Urzekła mnie więź Julii z Adamem. Intrygowała mnie obsesja Warnera, który sam w sobie był równie ciekawy. A sama Julia? Autorka pięknie opisała jej przeżycia wewnętrzne, wieczny głód dotyku, pewną niestabilność i przeświadczenie, że jest potworem. A przy tym była również silna, zdeterminowana i potrafiła zachować zimną krew, kiedy sytuacja tego wymagała.  Julia rozwijała się wraz z rozwojem wydarzeń. Akcja z każdą stroną przyspieszała i trzymała w napięciu. W efekcie nie mogę się doczekać, co będzie dalej.
Jestem pewna, że ta pozycja nie wszystkim przypadnie do gustu, ja jednak jestem zachwycona i polecam wszystkim osobom, które lubią niebanalnych bohaterów.
Poniżej zamieszczam mały fragment:

„Strzały wstrząsają powietrzem. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak głośny jest huk broni palnej albo po prostu jak ostry to dźwięk. Teraz przeszywa każdy skrawek mojego ciała. Lodowate zimno przesącza mi się do krwi, kiedy myślę o tym, że nie próbują zabić mnie. Chcą zabić Adama.
Zaczyna mnie dławić nowy rodzaj strachu. Nie mogę pozwolić im go skrzywdzić.
Nie z mojego powodu.
Ale Adam nie może czekać, aż złapię oddech i pozbieram myśli. Podnosi mnie i rzuca się na ukos w kolejną uliczkę ze mną w ramionach.
Biegniemy.
Oddycham.
On krzyczy:
- Złap mnie za szyję! – Puszczam T-shirt, który zaciskałam mu wokół szyi. Jestem tak głupia , że czuję onieśmielenie, kiedy go obejmuję. Poprawia chwyt, unosi mnie wyżej, przyciskając do swojej piersi. Niesie mnie tak, jakbym nic nie ważyła.
Zamykam oczy i opieram policzek na jego szyi.
Strzały rozlegają się gdzieś za nami, ale nawet ja potrafię ocenić po ich dźwięku, że są daleko i że się oddalają. Wygląda na to, że chwilowo ich zgubiliśmy. Nie mogą nas ścigać samochodami, bo Adam unika głównych ulic. Sprawia wrażenie, jakby miał w głowie plan miasta. Jakby dokładnie wiedział, co robi, jakby planował to od bardzo dawna.
Dokładnie 594 wdechy później Adam stawia mnie na ziemi przed ogrodzeniem z drucianej siatki.”