Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubione. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 listopada 2014

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź tom: 1,2,3

„ Co to znaczy, że należymy do siebie?
To znaczy, że jesteśmy połączeni funkcją odwrotnych emocji. Ktoś dotyka ciebie… a to ja czuję ból.”
„Bo w teatrze życia nie ty wyznaczasz partie i nie ty piszesz role. Nie ty przewidujesz myśli i kierujesz biegiem dat, zwalniając lub przyśpieszając czas w odpowiednich momentach. Jesteś marionetką w rękach przeznaczenia, które nie jest okrutne, choć czasem nazywają je bezdusznym. Patrzący przez pryzmat słów nie rozumieją, że ono jest po prostu… niezmienne”
„Pytasz mnie jak stworzyć miłość tak piękną i niedoścignioną, by echa jej słów odbijały się po stokroć, ożywając w umysłach raz po raz od nowa. Pytasz, jak dobierać zdania, by dźwięki melodii nigdy nie ustały, a gwarny szum braw był tak samo wyraźny jak krople kapiących łez, które słyszałeś tylko w swojej głowie. Pytasz mnie, nie dostrzegając, że setki zdań i tysiące słów kiedyś obrócą się w nicość, pozostawiając po sobie jedynie blady ślad istnienia. To nie finezja słów i kolejność zdań będzie tym, co zapamiętałeś. To jedynie zarys obrazu sprzed Twoich oczu stworzy wspomnienie, którego nigdy nie stracisz.”
„Więc znów rozkładam przed Tobą talię kart, a Ty losuj. Wybieraj między miłością, wiarą i nadzieją. Zobacz prawdę tylko po to, by wspomnienia nabrały jaśniejszego znaczenia i byś mógł przyznać, że były przepiękne - choć to, co stało się potem, sprawia, że odwracasz od nich wzrok. Zobacz prawdę, byś jak zwykle pominął fakt, że ma ona różne oblicza, a to jedno jedyne, które dostrzegasz, jest tylko jej obrazem odbijającym się w Twoich oczach.”

Siedzę przed laptopem, próbując napisać ten post i dochodzę do wniosku, że czegokolwiek bym nie napisała, nie jestem w stanie nawet w połowie oddać treści tych książek. Jednego jestem pewna - to zdecydowania jedna z najlepszych historii, jakie kiedykolwiek czytałam. To było moje pierwsze zetknięcie z tą autorką, jestem szczęśliwa, że na nią trafiłam. Po kolejne sięgnę w ciemno.

Czytałam wiele książek, ale ta jest wyjątkowa pod każdym względem… i co dziwne, nie da się tego przewidzieć czytając sam opis. „Ostatnia spowiedź” jest reklamowana jako hit internetu i doskonale wiem, dlaczego tak się stało. Trzy tomy, jedna, absolutnie genialna historia i morze emocji, tak wielkich, że jeszcze długo będą mi towarzyszyć. Każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego, natomiast ostatni to absolutna bomba. 

„Bo jesteśmy jedyni. Wyjątkowi i niepowtarzalni. Niezmienni i niewzruszeni, trwamy w tym, co nazywają wiarą, a co pozostaje jedynie strzępkiem ludzkich nadziei, że kochasz mnie tylko trochę mniej… bo nikt nie mógłby kochać, tak, jak ja Ciebie”.

Wszystko tu jest świetne od atmosfery, intensywności emocji i relacji, po wielowymiarowość bohaterów. W dużej mierze to zasługa stylu autorki, który jest niebanalny i trafia w czytelnika w odpowiednie miejsca. Autorka wzbudza emocje, daje do myślenia, wplatając w fabułę treści, które z powodzeniem mogą stać się złotymi myślami. Jednak jeszcze głębszego sensu nabierają, czytając całość tej historii.

W tej książce jednych bohaterów się kocha, innych nienawidzi. A jednak żaden nie jest doskonały, żaden nie jest wyidealizowany, każdy ma wady, popełnia błędy i jest na wskroś realistyczny. 

„ - Czujesz to? - powiedział, patrząc z największą czułością, a ona przez łzy tylko skinęła głową. Jej oczy zrobiły się jakby jaśniejsze, a na twarzy pojawił się nikły uśmiech. Poczuła… przed chwilą poczuła chyba najpiękniejszą rzecz w swoim życiu. - Nasz jeden dzień będzie trwał zawsze, dopóki ono bije dla ciebie… - 
- Ale zawsze to jest bardzo długo, Brade.
- Ale ja przy Tobie nie boję się wieczności.„

Relacja Ally i Bradina jest niesamowicie intensywna i burzliwa. Piękna sama w sobie, trudna i obarczona poważnymi przeciwnościami losu. I to właśnie ta intensywność uczuć sprawia, że popełniają błąd za błędem, których konsekwencje trudno pokonać i przewidzieć. Ich uczucie z początku dość niewinne, z nutką naiwności, przeradza się w ogień. Ranią siebie wzajemnie tak mocno, jak bardzo się kochają. I chyba właśnie to sprawia, że ich uczucie jest tak bardzo realistyczne. Intensywne, ale nie wyidealizowane, głębokie, ale nie tandetne.

„Możesz starać się wymazać winy, których jesteś świadomy.
A ja nienawidzę Cię najbardziej za to, że wiesz o nich tak straszliwie mało. Przestałam Cię kochać z ostatnią kroplą parującej wody, tamtego smutku i moich łez. Wtedy coś umarło. Umarło najbardziej pierwotne tchnienie mojej miłości do Ciebie.”

Podziwiałam też Toma, a z każdą kartką mój podziw dla niego rósł coraz bardziej… a dlaczego? Tego nie zdradzę, szkoda psuć frajdę przyszłym czytelniczkom. 

W treść zostały też wplecione twarde reguły show biznesu, perfidia ludzka, potęga zazdrości i marketingu. Czy są wyolbrzymione? Wydaje mi się, że nie, ale to potrafią ocenić tylko nieliczni, ci którzy mają o tym jakieś pojęcie. 

„Nienawidzę. Nienawidzę, kiedy to robisz. Kiedy zupełnie nieświadomie wykonujesz jakiś gest, lub mówisz coś, co sprawia, że tracę nad sobą kontrolę. Nienawidzę, kiedy śledzę ruchy Twoich warg… spoglądam ukradkiem, wstydząc się, że patrzę. Bo nie powinienem. Nienawidzę tego, że wiem, jak smakują Twoje usta… Przecież nigdy nie zapomniałem…"

Akcja toczy się naprawdę wartko, pełna jest zwrotów i niespodziewanych wydarzeń. Nie sposób oderwać się, nie przeczytawszy do ostatniej strony. Mamy tu prawdziwy rollercoaster emocjonalny, tak więc czytelnik śmieje się i płacze z bohaterami, zwłaszcza w ostatnim tomie, który przyprawia czytelnika o szybsze bicie serca. Trudno mi się otrząsnąć z tego wszystkiego. 

Osobiście cieszę się, że miałam możliwość przeczytania wszystkich części od razu, bo gdybym miała czekać na kolejne tomy, to byłoby nie do zniesienia. Książek nie można nie przeczytać, zdecydowanie warto. Od dziś zajmują honorowe miejsce w mojej prywatnej biblioteczce. Na długo pozostaną mi w pamięci, bo taka intensywność emocji, po prostu nie może nie wpłynąć na czytelnika. Jestem pewna, że jeszcze wielokrotnie powrócę do tej historii. Gorąco polecam.

sobota, 1 listopada 2014

Abbi Glines - O krok za daleko, Zacznijmy od nowa, Spróbujmy jeszcze raz




Piszę o wszystkich trzech tomach na raz, bo tylko wtedy ta historia jest w pełni kompletna. I właśnie tak lubię najbardziej, nie czekając na kolejne tomy. Czytałam z ogromną przyjemnością, właściwie nie wiem kiedy pochłonęłam wszystkie trzy tomy. 

Uwielbiam tę autorkę za… za wszystko… bohaterowie są wielowymiarowi i przemyślani (nawet ci drugoplanowi), fabuła niebanalna, zwroty akcji, potrafią niejednokrotnie zaskoczyć, napięcie trzyma do ostatniej kartki… i mogłabym tak wymieniać jeszcze długo.

Blair jest dziewczyną, która wiele wycierpiała w życiu, jest osobą czystą i szczerą, a jednak potrafi być twarda, kiedy tylko musi i ma charakterek, nie jest mdła. Rush z kolei jest człowiekiem rozdartym między dwiema kobietami, jego wybory może nie zawsze były słuszne, ale potrafił się przyznać do błędu i ostatecznie wiedział, co jest właściwe. Nie sposób go nie lubić, zwłaszcza w ostatnim tomie pokazał jaki potrafi być czarujący i kochający. 

W ostatnim tomie było słodko, ale nie przyprawiało to o mdłości, zwłaszcza, że w dwóch poprzednich tomach wcale nie było kolorowo. Relacja tej dwójki jest dość burzliwa, ale niesamowicie interesująca. Relacje rodzinne pokazane w tej historii były jedyne w swoim rodzaju i bardzo, bardzo pokręcone. Ale to dodawało smaczku całej historii.  

Mnie się ogromnie podobało. Książki idealne na leniwy, jesienny wieczór w fotelu. Polecam. No i oczywiście nie sposób zwrócić uwagi na okładki, są śliczne. 

czwartek, 9 października 2014

Sylvia Day - Ekstaza | Euforia


Tytuł książki jest dość osobliwy, choć nie do końca rozumiem intencję… poza przyciąganiem uwagi oczywiście. Historia jest naprawdę bardzo wciągająca i nawet nie wiem kiedy ją pochłonęłam. Oczywiście jest tu sporo erotyki, jednak jak to w przypadku Sylvii Day bywa, jest też głębszy sens. 

Gianna jest młodą kobietą zaczynającą odnosić sukcesy w biznesie. Poza tym, że jest ponętna, ma głowę na karku. Jest konkretna i nie daje sobie wchodzić na głowę, a przy tym nie brakuje jej ciepła, empatii i miłości do rodziny. Jacks z kolei przez dużą część książki jest pewnego rodzaju zagadką i to jakże atrakcyjną. Przystojny, bogaty, inteligentny, a jednak myśli o sobie w jak najgorszych kategoriach. Związek tej dwójki jest gorący, burzliwy i niesamowicie wciągający. Nawet jeśli mają spore problemy z komunikacją.

Autorka dodaje smaczku tej historii szczyptą świata polityki, nutką zasad autoprezentacji i oczywiście wyśmienitych potraw. Czego więc chcieć więcej?

Książka jest lekka, czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Wprost idealna na pochmurne jesienne wieczory. Polecam.

niedziela, 5 października 2014

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica

Dawno nie trafiłam na książkę, która by mnie tak zauroczyła. Nawet nie wiem do jakiego gatunku ją zakwalifikować: paranormal romance, New Adult, może triller w subtelnym wydaniu? Nie mam pojęcia, ale przecież nie o kwalifikację chodzi. Jest tu wszystko co kocham: tajemnica, wyjątkowa atmosfera, mroczny klimat, napięcie, wątek miłosny etc. Książka wciąga od pierwszej strony i ten stan utrzymuje się do samego końca. 

Mara jest postacią nietuzinkową, widzi zmarłych, ma zaniki pamięci, a jej historia momentami mrozi krew w żyłach. Z kolei Noah nie jest tylko zwykłym, szkolnym przystojniakiem, właściwie wyłamuje się z utartych dotąd schematów. Naprawdę trudno go nie pokochać, mnie oczarował od pierwszej chwili. 

Jest tu wiele wątków, masa zwrotów akcji i ogrom niewiadomych. Mam nadzieję, że większość z nich zostanie rozstrzygnięta w dalszych częściach i nie utknie w martwym punkcie. Dawno tak dobrze się nie bawiłam, z niecierpliwością oczekuję kolejnej części i mam nadzieję, że pojawi się szybko, bo czekanie będzie torturą. 

Nie napisałam wiele, ale w przypadku tej książki po prostu brakuje słów, ją zwyczajnie trzeba przeczytać i poczuć klimat tej historii. Ja ogromnie polecam, bo naprawdę warto. 

środa, 1 października 2014

Abbi Glines - Przypadkowe Szczęście

To moje pierwsze spotkanie z tą autorką (choć nie jest to pierwsza książka z serii) i muszę przyznać, że jestem oczarowana. Z pewnością sięgnę po jej inne pozycje. Jest tu wszystko czego szukam w tego typu pozycjach, z dramatami w roli głównej. Lekkie pióro autorki sprawia, że nie jest zbyt ciężko i nużąco. Wręcz przeciwnie, książkę przeczytałam jednym tchem i nie mogę się doczekać kolejnej części. 

Bohaterowie są bardzo wyraziści, spójni i dobrze nakreśleni. Della… ogrom jej traumy nawet u mnie wywołuje ciarki. Nie chcę nawet myśleć przez co musiała przejść i jak trudno musi być borykać się z konsekwencjami przeszłości. Mimo wszystko nie poddała się, nawet jeśli czasem wątpi w siebie. Zachowała chęć doznawania świata z jego przyjemnościami i trudami codzienności. Jej pewna doza niewinności w odkryciach była ujmująca. Autorka bardzo dobrze opisała jej reakcje wywołane traumą. Prawdopodobnie w realnym świecie byłyby dużo bardziej zintensyfikowane, jednak wtedy książka byłaby dużo, dużo cięższa w odbiorze. Z kolei Woods jest mężczyzną dość zagubionym, niby wie czego chce i dąży do celu, kosztem kontroli nad własną osobą, a jednak wystarczy odpowiednia osoba, żeby się ocknął i poszedł za głosem serca. Jest naprawdę czarujący w całej swej troskliwości i opiekuńczości. 

Tę historię z pewnością zapamiętam, możliwe, że wrócę do niej jeszcze nie jeden raz. I myślę, że powinna się spodobać wielu czytelniczkom. Polecam, ach i jeszcze dodam, że okładka jest naprawdę śliczna.

poniedziałek, 29 września 2014

Alice Clayton - Nie dajesz mi spać


Ha… to była bardzo, bardzo przyjemna lektura. I do tego przezabawna, z dużą dawką humoru. Wielokrotnie śmiałam się na głos. Naprawdę trudno było się oderwać od tej książki. I nie jest to erotyczne romansidło. 

Bohaterowie są świetnie wykreowani, dynamiczni, spójni i z pazurem. Caroline jest osobą silną i z pewną dozą dystansu do samej siebie, nie brakuje jej też nutki romantyzmu. Simon początkowo wygląda na typowego, dość płytkiego faceta, dopóki nie poznamy go bliżej. Wtedy okazuje się, że jest uroczym towarzyszem, który ma pięknie poukładane w głowie. Do tego potrafi być naprawdę zabawny, a jego cięta riposta powala na kolana. Właściwie można by go nazwać ideałem większości damskiej populacji. I dokładnie taka też jest ich relacja, dynamiczna, pełna napięcia, nawet jeśli zaczyna się tylko/aż przyjaźnią. 

Warto też wspomnieć o bohaterach drugoplanowych, który są nakreśleni równie wyraźnie i stanowią spory atut tej historii. Zakończenie też jest dość niecodzienne i tu ogromne brawa dla autorki za ogromne poczucie humoru.

Oby więcej takich książek. Ta jest wprost idealna na jesienną chandrę i pluchę za oknem. Zdecydowanie polecam.

piątek, 1 sierpnia 2014

Jamie McGuire - Piękna katastrofa

Ależ ja lubię takie klimaty. Bardzo długo czekałam na tę książkę. Premiera miała być w maju, ostatecznie padło na lipiec. Ale… zdecydowanie warto było czekać. 

Mamy tu prawdziwy rollercoaster emocji. Do tego trochę akcji i lekkiego dramatu. Czego więc chcieć więcej?  Utarczki słowne bohaterów były po prostu bezbłędne. W niektórych momentach można było boki zrywać. Akcja toczy się wartko i stale coś się dzieje. Nie sposób się nudzić. 

Abby jest dziewczyną, która nie da sobie „w kaszę dmuchać”, jest zabawna, potrafi zadbać o siebie i zaszaleć. Jej przeszłość… jest mocno nietypowa, a jej relacja z ojcem bardziej niż toksyczna. Travis z kolei jest przystojnym mężczyzną, który traktuje kobiety przedmiotowo. Do czasu kiedy poznaje Abby, no… prawie. Zdecydowanie jest szalony i wiele rzeczy załatwia pięściami. Właściwie wszystkie jego cechy eskalują z chwilą poznania Abby, co powiedziałabym wynika z jego zagubienia. Chłopak, który nie dopuszcza do siebie emocji związanych z kobietami, nagle zaczyna czuć i przestaje rozumieć co się dzieje. Ich relacja jest bardzo specyficzna i niekoniecznie zdrowa, a jednak pasują do siebie idealnie. 

Jedno jest pewne, choć książka jest zabawna, a bohaterów ogromnie polubiłam, to jednak taka relacja, jaka łączyła tę dwójkę powinna zostać na kartkach książki, bo w realnym życiu mogłaby to być prawdziwa katastrofa.

Książkę polecam, bo warto ją przeczytać, jednak traktowanie jej z przymrużeniem oka jest tu konieczne :)  

niedziela, 20 lipca 2014

Kiera Cass - Rywalki, Elita, Jedyna


Takie książki wprost uwielbiam. Dla mnie ta seria to zabójca czasu, mimo jego braku pochłonęłam wszystkie trzy części i dwie nowelki czyli wszystko, co tylko się dało (nawet po angielsku z niechęci oczekiwania na tłumaczenie). Naprawdę nie sposób się od niej oderwać. Nawet nie wiem, w którym momencie zostałam pochłonięta bez reszty. Jestem po prostu zachwycona. 

Akcja jest bardzo wartka, stale coś się dzieje, nie sposób się nudzić. Mamy tu romans, trochę akcji, a nawet nieco polityki. I oczywiście całą gamę emocji tych przyjemnych i tych nieco mniej. Były na tyle realistyczne, że cieszyłam się i cierpiałam razem z główną bohaterką. 

Autorka stworzyła alternatywny świat. Nie ma tu żadnej magii, czy paranormalnych gadżetów… a jednak świat, w którym rozgrywa się akcja, jest zupełnie inny. System kast nazwanych numerkami jest wprost genialny. Widać, że całość wykreowanego świata została starannie przemyślana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. 

Cała idea eliminacji czy też selekcji (zależnie od tłumaczenia) przypominała mi dawny program tv „Kawaler do wzięcia” (nie jestem pewna czy dokładnie tak brzmiał tytuł), co było całkiem zabawne. O wiele poważniej czytelnik podchodził do tej idei czytając opis przeżyć głównej bohaterki i księcia (w jednej z noweli). Tu nabiera to zupełnie innego, znacznie głębszego znaczenia. 

Główniej bohaterki - Ami - nie sposób nie polubić. Zyskuje sympatię od samego początku. Jest szczera, bezpośrednia, odważna i nie boi się mówić głośno o swoich przekonaniach. Wyraźnie wyróżnia się na tle innych dziewcząt.  Niby historia podobna do Kopciuszka… tyle tylko, że tu owy Kopciuszek wcale nie chciał księcia. 

Maxon również zyskał moją sympatię. Z początku nieco onieśmielony, sprawiał wrażenie lekko nieporadnego w kontaktach damsko-męskich. Z czasem jednak można dostrzec całą gamę  jego pozytywnych cech, w tym wrażliwość, sprawiedliwość, inteligencję i spokój w działaniu. Był naprawdę uroczy. A jego siła charakteru była doprawdy imponująca, nawet jeśli nie rzucała się w oczy. Trudno jest wykreować postać tego rodzaju… Maxon jest bohaterem wielowymiarowym ale subtelnym, jego osobowość nie krzyczy, by je zauważono, po prostu trwa i tylko od czytelnika zależy czy w pełni ją doceni. 


Całość zdecydowanie warto przeczytać. Cała seria znajdzie miejsce na liście moich ulubionym. Z pewnością jeszcze do niej wrócę. Jest wyjątkowa i idealnie trafia w mój gust czytelniczy :) Polecam. Plusem dodatkowym, radującym moje oko, są przepiękne okładki. 

poniedziałek, 14 lipca 2014

Tina Reber - Miłość bez scenariusza


Wiecie jak to jest, kiedy bierze się do ręki 670 stronicową książkę i już po kilkunastu pierwszych stronach wiadomo, że będzie świetna? Dokładnie tak miałam w przypadku „Miłości bez scenariusza”. Trudno się od niej oderwać… mimo obszerności nie sposób się nudzić. Stale coś się dzieje i nigdy nie wieje nudą. 

Fabuła ukazuje blaski i cienie sławy, z naciskiem na cienie. Czy jest realistyczna? Pewnie tak, w wielu aspektach, w innych nieco mniej. Autem tej pozycji są bohaterowie. To, co mi się bardzo podobało, to fakt, że główna bohaterka Taryn nie do końca została ukazana jako klasyczny kopciuszek, wręcz przeciwnie. Była kobietą biznesu, z pewną dozą dumy, potrafiła troszczyć się o siebie i innych. Nie sposób jej nie polubić. Twardo stąpa po ziemi, jest piękna i inteligentna. Ryan z kolei jest nieco introwertycznym, zmęczonym mężczyzną, który potrzebuje oddechu i dozy stabilizacji w życiu. Ryan i Taryn są swoim doskonałym uzupełnieniem i pasują do siebie idealnie, jednak wiele przeciwności wystawia ich związek na próbę. Jedne łatwo przewidzieć inne są raczej niespodziewane.  Poboczni bohaterowie też zostali ładnie nakreśleni, zwłaszcza przyjaciele Taryn, którzy zajmują stałe miejsce w fabule. Znajdziemy tu nawet mały wątek akcji pod koniec, co dodaje dodatkowego smaczku tej historii.

Ogólnie polecam wszystkim miłośniczkom romansów i tym, które kochają celebrytów :) I z przyjemnością czekam na dalsze losy bohaterów (bo będzie jeszcze jedna część tej historii) 

sobota, 21 czerwca 2014

K.A. Tucker - Dziesięć płytkich oddechów

„Dziesięć płytkich oddechów... Przyjmij je. Poczuj je. Pokochaj je.”

Oj, ta książka z pewnością zajmie miejsce w kategorii moich ulubionych i tych, które zapadają w pamięć. Rewelacyjna opowieść, do której z pewnością jeszcze powrócę. Na okładce czytamy, że to „prawdziwy rollercoaster emocji”… nie jestem pewna czy to określenie w pełni oddaje to, co tam się dzieje. 

Emocje wiodą tu prym, do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłam się wzbraniać przed czytaniem dalej, przewidując konsekwencje pewnych faktów. Takie reakcje są dla mnie jednym z mierników dobrej książki. Fakt, że czytelnik jest w stanie w jakimś stopniu przewidzieć dalszy przebieg wydarzeń nie jest tu wadą, raczej popycha do jeszcze szybszego przewracania stron. 

O czym jest ta historia? O dziewczynie, która zmaga się z zespołem stresu pourazowego. Kacey jest złamana, ogromna jej część umarła w wypadku, który miał miejsce 4 lata wcześniej. Ale nie jest to jęcząca, depresyjna bohaterka, wręcz przeciwnie. Kacey jest prawdziwą wojowniczką, kobietą, która zakopuje swoje emocje i działa. Jest silna, nawet jeśli niemal co noc dręczą ją koszmary. Jej mechanizmy obronne są tak twarde, że trudno się przez nie przebić komukolwiek. Jednak wbrew jej samej są osoby, które potrafią wydrążyć mur i dotrzeć do niej. Jedną z takich osób jest Trent. Prawdziwy przystojniak, idealny mężczyzna, którego przeszłość kładzie się cieniem na jego życie, podobnie jak w przypadku Kacey. 

Nie jest to historia usłana różami, wiele w niej brutalnej rzeczywistości, zmagania się z własnym cierpieniem i realiami życia. Jednak mimo wielu przykrych emocji, czyta się lekko i naprawdę przyjemnie.

Mocną stroną tej książki są bohaterowie i to właściwie wszyscy, nawet ci poboczni. Każdy ma swoją historię, często wcale nie usłaną różami. Nie chcę ich tu wymieniać, bo musiałabym wymienić dosłownie wszystkich. 

Książkę gorąco polecam, naprawdę warto wejść w świat bohaterów i przeżywać razem z nimi.  

Nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że opisane tu metody leczenia stresu pourazowego są mocno niekonwencjonalne, więc traktujcie je z przymrużeniem oka :) 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Tahereh Mafi - Dar Julii


To już koniec niezwykłej serii o Julii. I choć zwykle nie przepadam za urban fantasy (wolę „zwykłe” fantasy), to ta wyjątkowo przypadła mi do gustu. Ostatnia część była zdecydowanie najlepsza ze wszystkich. I z pewnością na długo utkwi mi w pamięci. 

Uwielbiam sposób pisania Tahereh Mafi, mamy tu wszystko: wartką akcję, cały wachlarz emocji oraz wielowymiarowych bohaterów. Rzadko się zdarza, że moje preferencje ulubionych postaci zmieniają się w trakcie, a tak było tym razem. 

W tej części Julia stała się prawdziwą kobietą w spodniach, po biednej, złamanej Julii nie został nawet ślad. To bardzo, bardzo pozytywna przemiana, aż miło się o tym czytało. Odnalazła prawdziwą siebie, wiedziała czego chce i potrafiła o to walczyć. Oczywiście przy pomocy przyjaciół.

W tej części w zupełnie innym świetle widzimy też Adama i Warnera. I w moich oczach ten pierwszy bardzo dużo traci, natomiast ten drugi zauroczył mnie kompletnie. Jakkolwiek trudno byłoby mi to przewidzieć w poprzednich częściach. 


Autorka wyjaśniła wszystkie wątki i tajemnice, co jest dodatkowym plusem tej historii. Nie sposób się od niej oderwać, nie przeczytawszy do końca. Polecam. 

środa, 21 maja 2014

Nora Roberts - Dom na Skarpie


Ależ to była przyjemna lektura, chyba jedna z lepszych tej autorki. A może po prostu ja lubię takie klimaty? Jest tu wszystko, co uwielbiam: zagadka, morderstwo, romans, powiew historii i bohaterowie z przeszłością. Jednym słowem cudownie. Trudno było się oderwać od tej lektury. 

Eli i Abra, różnią się od siebie jak dzień i noc, a jednak wiele ich łączy. Pogodne usposobienie Abry działa na czytelnika naprawdę kojąco, naprawdę trudno się przy niej nie uśmiechać. To właśnie jej żywiołowość i otwartość (czasem wręcz pewna doza nachalności) kruszy skorupę Eliego i staje się katalizatorem do walki o siebie samego i nowe życie. Uwielbiam też babcię Eliego, której nie było zbyt wiele w samej fabule, a jednak była bardzo, bardzo wyrazistą postacią, którą trudno będzie zapomnieć. 

Bardzo pięknie został tu pokazany kult rodzinnego dziedzictwa i jego ogromna wartość. Dom na skarpie był iście historyczną rezydencją z wieloletnią tradycją... czasem miało się wrażenie, że spotkamy jakąś istotę z przeszłości przemierzającą korytarze. Dodatkowym atutem jest legenda zaginionego skarbu i historia Violety, które dodają smaczku całej fabule.

Dla mnie ta historia była rewelacyjna, miała wszystko to, czego szukam w  książkach. Gorąco polecam, bo naprawdę warto, jeśli oczywiście ktoś lubi takie klimaty :)

środa, 7 maja 2014

Jasinda Wilder - Tylko Ty

Piękna historia. Kolejna z gatunku tych, od których nie idzie się oderwać i czyta się jednym tchem. Na okładce czytamy: „Tragizm Love Story i wielka miłość młodych dorosłych we wszystkich jej odcieniach: od czułości po płomienny seks” i tym razem każde słowo powyższej reklamy jest prawdziwe. 

Książka jest podzielona na trzy części, ale zasadniczo posiada dwie. Pierwsza to historia Nell i Kyle’a. Bohaterów poznajemy jako 16-latków, przyjaciół od zawsze. Jak to zwykle bywa z nastolatkami są nabuzowani hormonami, ale też targa nimi niepewność. Poznają czym jest miłość i odkrywają siebie na nowo. Są przy tym absolutnie słodcy i czarujący. Kyle jest chłopcem z dobrego domu, pełnym zrozumienia i czułości. Prawdziwe „złote dziecko” - dobrze się uczy, jest przystojny i pełen ideałów. Nell jest równie beztroska i  nieskażona brutalnością życia. Zna Kyle’a od zawsze i nie wyobraża sobie życia bez swojego chłopaka. Zdaje sobie sprawę z tego, że oboje są bardzo młodzi, stąd też czasem pojawiają się u niej wątpliwości różnej natury. Ich związek jest niemal idealny... i kończy się w bardzo brutalny sposób...

Druga część książki toczy się dwa lata później po śmierci Kyle’a. Nell ma 20 lat i mieszka w Nowym Jorku. Tam też ponownie spotyka Coltera. Jaka jest ich relacja? Z pewnością trudna i pełna dramatyzmu. Nell jest... „złamana” to chyba właściwe określenie.  Nie jest już tą samą dziewczyną, którą poznajemy na początku. Samookaleczenia i alkohol nie są jej obce. Nie radzi sobie ze stratą i ogromnym poczuciem winy, które jej nie opuszcza. A Colter? Jego historia jest równie dramatyczna jak Nell, jeśli nie bardziej. Jest poraniony przeszłością i brutalnością życia. Chyba nikt nie zrozumie Nell lepiej niż on. Właściwie Colter staje się jej kotwicą, ratuje ją przed samą sobą. Razem dźwigają ciężar, ale przecież razem jest łatwiej. Nawet wtedy kiedy spada na nich jeszcze jeden cios.


Ta historia jest najzwyczajniej w świecie poruszająca, pełna emocji. Ma wszystko czego szukam w książkach. Z pewnością do niej jeszcze wrócę. Jedyne czego mi zabrakło, to cukierkowy epilog :)
___
„Cicho już, chłopaku,
ucz się lotu ptaków.
Myśl o dachu świata,
jeszcze będziesz latać.
Nie bój się przyszłości,
śmiało wchodź w zakręty.
Zwęsz zapach miłości,
zanurz się w odmęty.
Jeszcze będzie dobrze,
tylko trwaj, nie odchodź.
Jeszcze przyjdzie dobre,
tylko uwierz, mocno.
Nie błądź już, rozbitku,
patrz na mapę świtów.
Ktoś wyciągnie ręce,
dasz mu wszystko, więcej!
Zaśnij, utul myśli,
cisza rodzi spokój.
Dobrą wróżbę wyśnij,
fruwaj wśród obłoków.
Jeszcze będzie dobrze,
tylko trwaj, nie odchodź.
Jeszcze przyjdzie dobre,
tylko uwierz, mocno.”

                                                   „Tylko ty”  str. 172

niedziela, 13 kwietnia 2014

Nalini Singh - Legion Archanioła


Wreszcie udało mi się przeczytać tę część i jestem przeszczęśliwa. Nie tylko dlatego, że kocham Nalini miłością bezgraniczną, ale też dlatego, iż Legion Archanioła znowu opowiada o Elenie i Rafaelu, którzy skradli moje serce już w pierwszej części. 

Jakże cudownie było ponownie zderzyć się z szorstkością Rafaela i całą jego archanielskością, oglądać kwitnącą więź miedzy nim i jego małżonką. Siła ich miłości i wsparcie, które sobie dają w trudnych chwilach, nieodmiennie wprawia mnie w zachwyt. Dobrze było oglądać Elenę wypełniającą coraz to więcej obowiązków małżonki i sympatię którą wzbudzała nawet wśród tych, którzy niekoniecznie chcieli ją nią obdarzyć. Ewolucja Rafaela jest naprawdę intrygująca, podobnie jak jego legion, ale nie mam zamiaru niczego zdradzać z treści. 

Za każdym razem sięgając po Łowców Gildii zakochuję się w tej historii od nowa, tak było i tym razem, choć chyba z większą siłą :) Gorąco polecam, bo ja jeszcze wiele wrócę do tej historii.  

wtorek, 1 kwietnia 2014

Jay Crownover - Buntownik


Zdecydowanie polubiłam ten nowy gatunek. Ta pozycja bardzo przypadła mi do gustu, może nie było nadzwyczajnych fajerwerków, ale i tak mi się podobało.

Mamy tu całą masę problemów i dwie rodziny - Archerowie i Landonowie zupełnie inne, a jednak łączy je jedna rzecz... pewna doza dysfunkcji. 

Główni bohaterowie mnie osobiście ujęli zarówno Rule jak i Shaw. Oboje byli skrzywdzeni, każde w inny sposób. Łączyła ich przeszłość i zaczęła łączyć teraźniejszość, która była skomplikowana. Rule wciąż zmagał się z łatką czarnej owcy rodziny (choć to zbyt lekkie określenie), otoczył się murem, który miał go chronić przed jakąkolwiek formą uczuć. Otaczał się wianuszkiem płytkich relacji, zupełnie nie doceniając tego, co posiadał. Był zagubiony i przestraszony - pod maską twardziela. Shaw z kolei była jedną z najbardziej empatycznych bohaterek, z jakimi się spotkałam. Przy całej oziębłości, której doświadczyła ze strony rodziny, był to niesamowity kontrast. Rozumiała Rule’a jak nikt inny, dostrzegała w nim to, do czego większość nie docierała. Kochała go całą sobą i jako pierwsza brała w obronę, choć Rule tego nie dostrzegał. Nie miała łatwo, a jednak jej postawa opłaciła się. Relacja Rule’a i Shaw zdecydowanie nie należała do prostych, była usłana cierniami, które choć bolesne, ostatecznie zostały przezwyciężone. Długą drogę przybyli główni bohaterowie, odnajdując siebie samych i prawdziwych siebie wzajemnie, bez upiększeń i udawania.

Ta historia pokazuje również do czego może prowadzić upór i duma oraz tajemnica rodzinna, która w końcu musi wyjść na jaw. 


Myślę, że sporej grupie osób ta pozycja przypadnie do gustu, ale bez większego wow :)

niedziela, 16 marca 2014

J. Lynn – Zaczekaj na mnie


To moje drugie zatknięcie z gatunkiem New Adult i poprzednia pozycja była dużo lepsza, ale ta też jest bardzo przyjemna w odbiorze, choć chyba bardziej przypadnie do gustu nieco młodszym czytelniczkom. Mamy tu do czynienia ze studentami, co jest całkiem przyjemną odmianą. Dobrze jest wrócić do tych czasów.

Poznajemy zatem Avery 19-latkę z traumą po przejściach. Studia na drugim końcu kraju to dla niej ucieczka od dawnego życia, choć ono akurat nie daje o sobie zapomnieć. Avery zmaga się ze swoimi demonami i stara się żyć minimalizując traumatyczne przeżycia. Czytelnik dopiero na samym końcu dowiaduje się, co tak naprawdę zdarzyło się pięć lat wcześniej, choć można to wydedukować właściwie od samego początku. W pierwszy dzień zajęć Avery poznaje Cama, w dość zawstydzających okolicznościach. Tak rozpoczyna się ich wspólna historia. Cama nie sposób nie lubić. Jest zabawny, inteligentny, opiekuńczy i ma przerośnięte ego :) Do tego jest niesamowicie wytrwały i z chęcią spotkałabym kogoś takiego w realnym życiu. Jego teksty i pomysły bardzo mnie bawiły. Jego podejście do Avery było naprawdę ujmujące. Nie znaczy to, że nie musieli się zmagać z demonami przeszłości (i teraźniejszości również) ich ścieżka wcale nie była łatwa. Cam również posiadał przykre doświadczenie z przeszłości, ale w przeciwieństwie do Avery był z nim pogodzony. Z miłą chęcią zerknęłabym do jego głowy, bo naprawdę mnie ujął.

Ta historia to taka bajeczka dla tzw. młodych dorosłych. Bardzo przyjemna historia, którą pochłania i wciąga od samego początku. To historia, która bawi i wzrusza. Czy taki Cam może istnieć w realnym świecie? Możliwe, że tak, choć pewna nie jestem.

Oczywiście mogłabym się czepiać wielu rzeczy, ale nie chcę, bo ta historia naprawdę bardzo mi się podobała. Mam tylko problem z wydawnictwem. Znowu Amber i znowu liczne błędy.  

Mam poczucie, że ten post jest bardzo chaotyczny ale trudno mi napisać coś o tej pozycji, żeby nie zdradzić samej treści.   

czwartek, 13 lutego 2014

Samantha Young - Wszystkie odcienie pożądania



To już druga książka Samanthy Young, którą złapałam w ręce. Ta część jest równie dobra, a możne nawet lepsza niż pierwsza. Niby zwyczajny romans, a jednak kiedy wychodzi spod pióra pani Young staje się czymś więcej.

Ta historia ma wiele zwrotów akcji, wciąga od pierwszych stron i trudno się od niej oderwać. Tętni niesamowitym napięciem erotycznym, ale nie jest wulgarna. I choć tytuł jest raczej pretensjonalny, to nie pożądanie jest tu najważniejsze, choć to ono staje się katalizatorem wielu wydarzeń.  

Historia Jo jest tak naprawdę bardzo poruszająca. Dziewczyna zmaga się z wieloma problemami, m.in. opiekuje się młodszym bratem i matką alkoholiczką. I tu ogromny ukłon w stronę autorki, bo pokazała prawdziwy dramat rodzinny. Pokazała trudne życie rodziny z problemami bez zbędnych upiększeń. Pokazała również jak przemoc w rodzinie potrafi wpłynąć na osobowość i poczucie własnej wartości. Pokazała również jak to wszystko rzutuje na późniejsze relacje, nie tylko damsko-męskie.

Cam z kolei jest zwykłym chłopakiem. Na początku może nieco bezczelnym, później jednak pokazuje swoje prawdziwe, ciepłe i opiekuńcze oblicze. Jest połączeniem męskości i poczucia bezpieczeństwa. I choć zdarza mu się zachować głupio, to naprawdę nie sposób go nie lubić.

Książkę polecam czyta się szybko i przyjemnie. Mimo tematyki jest lekka, więc czytelnik nie popadnie w kiepski nastrój. Jeśli komuś podobała się pierwsza część to druga też na pewno się spodoba.   

sobota, 8 lutego 2014

J.A. Redmerski - Na krawędzi nigdy; Na krawędzi zawsze



„He drew iron tears down Pluto’s cheek,
and made Hell grant what Love did seek.”

Moja wiara w znalezienie wyjątkowej książki została przywrócona. Po Aleksandrze Monir i jej „Poza czasem” i „Timekeeper” w bardzo krótkim czasie trafiłam na J.A. Redmerski i jej „Na krawędzi nigdy”. Jestem oczarowana, zafascynowana, wzruszona i nie wiem co jeszcze... a J.A. Redmerski trafia na moją prywatną listę ulubionych autorów. Rzadko mi się zdarza czytać książki po angielsku, gdyż wyjątkowo tego nie lubię, ale kiedy pierwsza część jest tak fascynująca jak „Na krawędzi nigdy” to moja niechęć do czytania w obcym języku nie stanowi żadnej przeszkody.

W mojej osobistej ocenie te dwie części książki zasługują na najwyższe noty. Nie wiem czy znalazłabym choć jedną rzecz, do której mogłabym się przyczepić. Oderwanie się od tej książki graniczyło z cudem, nawet perspektywa spania na biurku w pracy nie była  wystarczająco straszna.

Właściwie nawet nie wiem od czego zacząć... mam mętlik w głowie. Pewnie w kategoriach literackich należałoby rozpatrywać te pozycje jako powieści drogi i romans w jednym. Dla mnie jednak to przepiękna historia dwojga młodych ludzi, którzy poszukują swojej drogi życiowej, siebie samych i którzy zmagają się z przeciwnościami losu, często bardzo dramatycznymi. To historia o dojrzewaniu (przy czym nie mam tu na myśli nastolatków, bo bohaterowie to tzw młodzi dorośli), poznawaniu siebie i przełamywaniu wszelkich schematów i barier. Fabuła książki to nieustanna podróż w sensie dosłownym i tym bardziej ogólnym. 

Historię poznajemy z dwóch perspektyw głównych bohaterów. I tu pasowało to idealnie. Ten zabieg autorki miał sens. Camryn dwudziestolatka, która dryfuje przez życie, szuka celu i zmaga się z problemami, które ją przytłaczają. Jednocześnie jest bardzo wrażliwą,  mądrą i śliczną dziewczyną. Autorka bardzo jasno nakreśliła jej osobowość, dała wgląd w jej myśli i uczucia. Camryn miota się między własnymi pragnieniami, ich realizacją a życiem obecnym, którego nie chce - tego jest pewna. Jednocześnie nie do końca potrafi jasno sprecyzować czego chce. Swoje problemy i swój ból zatrzaskuje w głowie i stara się żyć dalej, po części odcinając się od kontaktów między ludzkich. 

Z kolei Andrew to utalentowany, wrażliwy i przystojny mężczyzna z kilkoma tatuażami (wspominam o tym, gdyż jeden ma ogromne znaczenie w tej historii). Nie jest idealny, o nie, potrafi być porywczy, ale też nie okazywać uczuć. Pragnie wolności w równym stopniu co Camryn i chyba jako jedyny wie, co ona naprawdę przeżywa. To dzięki niemu zaczyna się ich wspólna podróż. Andrew nie uznaje kompromisów, pokazuje Camryn, że jej pragnienia są możliwe, że mogą zrobić cokolwiek tylko zechcą i być kim chcą. Przez wspólną podróż poznają siebie nawzajem. Dzięki dwuosobowej narracji czytelnik może dostrzec jak bardzo ta dwójka uzupełnia się wzajemnie. Jednak Andrew ma sekret, który spada na czytelnika niczym bomba (choć pewne podejrzenia z pewnością pojawią się prędzej). Jego postać jest absolutnie magiczna, urzekł mnie od samego początku wszystkim. Jestem zwyczajnie oczarowana. Co nie znaczy, że Camryn nie jest równie cudowna.

Przepiękny wątek dotyczy Orfeusza i Eurydyki. To wątek, który odgrywa tu ogromną rolę. Powiedzieć, że jest romantyczny i wzruszający to stanowczo za mało. Cała książka (a ściślej obie) obfituje w wiele wartych uwagi przemyśleń głównych bohaterów, nad którymi warto zatrzymać się choć na chwilę. Jest tu wiele bardzo zabawnych momentów, które przyprawiają czytelnika o napady śmiechu. Równie wiele jest momentów, które przyspieszają bicie serce i sprawiają, że ma się ochotę krzyczeć „Nie!!!”. Historia ta potrafi wyciskać łzy wzruszenia, które trudno oponować, ale i łzy radości. Nawet czytając epilog trudno mi było opanować łzy wzruszenia. 
W drugiej części „The edge of always” poznajemy dalsze losy Camryn i Andrew. Losy obfitujące w cierpienia, radości i smutki. Tak naprawdę dopiero po przeczytaniu drugiej części czytelnik czuje absolutne nasycenie i kompletność tej historii. Możemy zobaczyć jak  Andrew i Camryn dojrzeli, zmienili się, pokonali trudności i odnaleźli właściwą drogę. Jednocześnie nadal pozostali sobą, wrażliwymi osobami, zapatrzonymi w siebie. W pewnym sensie byli jak Orfeusz i Eurydyka. 

To historia niesamowicie poruszająca, romantyczna i dająca wiarę w potęgę miłości. Ale nie w sposób banalny i oklepany. To historia absolutnie wyjątkowa pod każdym względem. Historia, którą nie sposób wyrzucić z pamięci. I wreszcie to historia, do której z pewnością wrócę jeszcze nie raz i która zajmie honorowe miejsce w mojej biblioteczce.

Mam poczucie, że tym postem nie oddałam hołdu tej historii. Nie potrafię tego zrobić. To trzeba przeczytać i przeżyć samemu. Poczuć emocje, jakie wywołuje ta powieść. Naprawdę warto. Tę pozycję polecam każdemu bez wyjątku, i starszym czytelnikom i tym trochę młodszym. I najmniej ważna rzecz: przepiękna okładka i pierwszej i drugiej części. Naprawdę aż miło popatrzeć, zwłaszcza, że środek jest równie piękny.

……………..

„Andrew pociąga mnie na łóżko i po prostu mnie tuli, stalowym uściskiem ramion przyciskając do siebie na całej długości. Leżymy tak kilka godzin, patrząc, jak księżyc wędruje po niebie. Andrew nie odzywa się ani słowem, a ja nie naciskam, ponieważ on potrzebuje ciszy. I nawet gdyby żadne z nas już nigdy nie miało się odezwać, mogłabym z tym żyć, jeśli dzięki temu zatrzymalibyśmy tę chwilę.
Dwoje ludzi, którzy nie umieli płakać, płacze razem, i jeśli świat skończyłby się dzisiaj, bylibyśmy spełnieni.”     
Na krawędzi Nigdy, str. 326

wtorek, 14 stycznia 2014

Aleksandra Monir - Timekeeper


„You’ve got a new life now,
You’re free from old ties.
I can’t undertad how,
Was all I knew a lie?
We could live all we ever dreamed
If you’d just remember you love me
Cause I...
I remember
The way you uesed to hold me.
I remember
The trill we used to share.
We seem to be
Strangers passing by now.
Tell me, did you forget how

We once cares?”

Jakże wielka jest moja radość po przeczytaniu drugiej części „Poza czasem”. Wbrew moim obawom nie poczułam się rozczarowana. Wręcz przeciwnie, jestem jeszcze bardziej oczarowana. Po tej części ta historia podoba mi się jeszcze bardziej. Jest głębsza, bardziej kompletna. 

Choć nigdy nie przepadałam za rozdzielaniem głównych bohaterów, to tutaj bardzo mi się podobał ten zabieg. Może dlatego, że nie było to rozdzielenie w stricte tego słowa znaczeniu. 

W tej części czytelnik poznaje bardziej dziadków Michele oraz historię miłości Marion i Henry’ego Irvinga, która jest niemal tak samo niezwykła jak historia głównych bohaterów. Mamy też okazję poznać podróże w czasie z punktu widzenia Henry’ego - za sprawą jego dziennika. Opis lat 90-tych widzianych jego oczami autorka zdała na 6... Trudno opisać coś, co dla nas jest codziennością (mam na myśli gadżety codziennego użytku), jako przedmioty absolutnie niezwykłe. Autorka uniknęła przy tym przesady, o którą łatwo przy tego typu zabiegach. Oczywiście wątek związany z Rebeccą wprowadza dodatkowo dreszczyk emocji. 

Fabuła przeplatana jest informacjami z podręcznika The Handbook of the Time Society, który wzbogaca treść i dostarcza czytelnikowi wskazówek odnośnie tego kim tak naprawdę jest Michele.

Ogólnie obie części bardzo mi się podobały. Mam słabość do tego typu książek. Obie  moim zdaniem zostały napisane bardzo lekko i  czyta się je jednym tchem. Naprawdę trudno było mi się od nich oderwać. Gorąco polecam. Ja sama z pewnością wrócę do tej historii jeszcze nie raz.

……………..

"I wish I could tell you everything, but I’m afraid you’ll think I’m crazy—even crazier than you probably think I already am,” she said with a shaky smile. “We have so much to talk about, but first, you just need to remember.” “Help me, then.” Philip moved a step closer to her, and Michele felt a delicious shiver run up her spine at the feel of his breath on her cheek. Summoning her courage, Michele took his hand, lacing her fingers with his. “Does this … feel familiar?” Philip held his breath. He closed his eyes, and for a minute the two of them seemed to have forgotten where they were. “Michele,” he whispered, as if in a trance. “I don’t know why I feel like this.” She found that she could barely move or think as Philip gently leaned his forehead against hers, his body so close that she could hear his accelerated heartbeat. With trembling hands, she reached up and placed her palm against his, their fingers interlacing again. Gazing at each other, a look of mutual understanding seemed to pass through them, when suddenly the grand lobby clock struck—and Michele felt their two bodies begin to rise. Philipe drew a sharp breth, clasping her hand tighter and looking down in disbelief as their feet were lifted off the floor by an invisible hand. " What's heppening?"

piątek, 10 stycznia 2014

Alexandra Monir – Poza czasem

PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NIE ZNA GRANIC, CZASU I PRZESTRZENI…



„Nie umiem żyć zwyczajnie,
Muszę gonić czas.
Pochłonął mnie nieodwracalnie
Twoich oczu blask.
Zabierz mnie tam, gdzie przyjaciel czas
Nigdy już nie rozdzieli nas.
Zabierz mnie na szalony bal,

Ściśnij dłoń - odfruniemy w dal.”

Jedno jest pewne, na pewno zapamiętam tę książkę na bardzo długo. Kiedy o niej myślę na usta ciśnie mi się słowo „urocza” i „piękna”. Czytałam już wiele historii, w których pojawiał się wątek podróży w czasie, ale ta jest po prostu niesamowita. Z pewnością przyczynia się do tego styl autorki, który bardzo mi odpowiada. Monir pisze lekko i z ogromnym wyczuciem.
Autorka zabiera nas w niesamowitą podróż m. in. po Nowym Yorku z 1910 roku, w epokę jazzu i szalonych lat dwudziestych i wreszcie do Ameryki w okresie II wojny światowej. Wszystko to przeplata się z rokiem 2010. Mogłoby się wydawać, że taka podróż może być nużąca, ale nic bardziej mylnego. Opisy są bardzo wyważone, a przedstawiane wydarzenia niesamowicie wciągające. Po prostu nie sposób oderwać się od tej książki. I choć historia sama w sobie jest nieprawdziwa, to jednak miejsca opisane w książce, są jak najbardziej rzeczywiste. Możemy np. spotkać Luisa Armstronga, odwiedzić Harlem etc. Poznajemy też ówczesną socjetę, przeplata się nawet słynna Lista Czterystu. 
Główni bohaterowie to również ogromny plus tej historii, wszak to przecież romans. Romans inny niż wszystkie. Trudno mi go opisać, bo to pewna doza niewinności, romantyzmu i wyrafinowania. Dla mnie niezwykle urzekający, choć nie powiedziałabym, że szczęśliwy. W fabule bardzo ważna jest muzyka, pięknie wplatane melodie i teksty piosenek (Autorka jest też kompozytorem i solistką). Philip Walker to postać, o której tak naprawdę niewiele wiemy, a nie miałam poczucia, że jest płaski i pozbawiony osobowości. Wręcz przeciwnie, pokochałam go bezgranicznie od samego początku i z każdym kolejnym jego pojawieniem się w książce, moja miłość tylko rosła. Z kolei Michele Windsor to dziewczyna, której życie diametralnie się zmienia. Odkrywa, że może czerpać radość z życia. Właściwie emocjonalnie dojrzewa dzięki swoim podróżom w czasie. Miłość ich obojga jest naprawdę piękna, choć trudna. 
Mimo, że Poza czasem to romans autorka nie skupia się tylko i wyłącznie na nim. Michele poznaje swoich przodków, głównie płci żeńskiej. Wszystkie one są wyraźnie nakreślone, choć autorka nie miała zbyt wiele miejsca na zaakcentowanie ich osobowości. Właściwie w pewnym sensie ta historia jest też swoistym hołdem dla kobiet, które  żyły w tamtych czasach. 
„Nagle poczuła się dumna, że należy do rodziny Windsorów. Kobiety Windsorów musiały mierzyć się z bólem i rozpaczą, zawsze jednak trzymały głowy wysoko, szły do przodu i nigdy nie traciły nadziei. Były najsilniejszymi, najbardziej inspirującymi kobietami, jakie kiedykolwiek poznała. Ich zachowanie poruszyło ją i czuła się teraz zmotywowana, by pójść za ich przykładem.”
Nie mam pojęcia dlaczego ta historia aż tak bardzo mnie urzekła, pewnie złożyło się na to wiele czynników, ale jestem oczarowana. I dobrze mi z tym :) Wiem, że jest druga część tej historii, niestety jeszcze nie w naszym rodzimym języku, pewnie jak znajdę chwilę zajrzę do angielskiej wersji. Mam tylko nadzieję, że kolejna część nie przyniesie ze sobą rozczarowania i nie będzie sztucznie przedłużana, jak to często bywa. Jestem jednak dobrej myśli i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Tę część jednak zdecydowanie polecam.

Melodia, która pojawia się w książce Franz Schubert - Serenade